Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Niezastąpiony Pan Kazimierz

poniedziałek, 13 marca 2017 11:49

 

 

   W licznych publikacjach i komentarzach dotyczących karambolu po Toruniem z udziałem ministra Macierewicza  ciągle brakuje  jednoznacznej odpowiedzi na intrygujące pytanie, dlaczego minister  wracając z Torunia do Warszawy wybrał krajową  10 zamiast zjechać na autostradę A1 ? To wprawdzie  trasa dłuższa o prawie 50 kilometrów, ale pozbawiona rond, wysepek, sygnalizacji świetlnych , przejść dla pieszych, ograniczeń szybkości  i znaków drogowych D-43 oznaczających obszar zabudowany. Po autostradzie kierowca pana ministra, Niezastąpiony Pan Kazimierz z kontrwywiadu,  mógłby sobie pędzić z szybkością światła a jedyne miejsce niebezpieczne to węzeł w Strykowie pod Łodzią  tam gdzie  autostrada A1 łączy się z  autostradą A2.

   Komu się spieszy z Torunia do Warszawy ten wybiera autostradę,  dalej ale za to zdecydowanie szybciej. Minister Macierewicz spieszył się bardzo a  pomimo to jego kolumna  wjechała na krajową 10  naszpikowaną  przeszkodami drogowymi niczym  Wielka Pardubicka. Zrzutkę zaliczyła już na pierwszej sygnalizacji świetlnej w Lubiczu Dolnym demolując kilka samochodów.

   Zdaniem anonimowych mieszkańców Lubicza Dolnego, na które powołuje się autor publikacji w „Polityce” („ Ofiary normalnego incydentu” nr.10/17) pan minister pewnie dlatego wybrał krajową 10 bo autostrada wpada do stolicy w pobliżu lotniska na Okęciu a ze starej trasy bliżej do Filharmonii Narodowej gdzie odbywała się gala wręczenia prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu tytułu Człowieka Wolności.

  Znacznie bardziej przekonywujące są jednak nieoficjalne przecieki z postępowania prowadzonego w tej sprawie przez Żandarmerię Wojskową. Otóż bmw 7 pana ministra z Niezastąpionym Panem Kazimierzem za kierownicą oraz  towarzyszące mu skoda superb i bmw X5  miały zjechać na autostradę na węźle w Lubiczu , ale pan Kazimierz przeoczył zjazd i popędził prosto starą trasą wywołując zamieszanie w całej kolumnie  co w konsekwencji doprowadziło do staranowania samochodów stojących na światłach w Lubiczu  Dolnym.

   W czasach kiedy Niezastąpiony Pan Kazimierz woził generalicję z resortu obrony PRL i architektów stanu wojennego taka sytuacja byłaby oczywiście nie do pomyślenia. Choćby dlatego, że nie było wówczas autostrady A1 ani w ogóle żadnej polskiej autostrady. A nadziać się można było co najwyżej na nieoświetloną furmankę. Samochody też rozpędzały się znacznie wolniej . Może dlatego, nie warto było przesadzać Pan Kazimierza na bmw 7.  

   Pod  maską miał kilkaset koni, ale w głowie  ciągle PRL.

 


oceń
24
0

Nadlatują kruki, wrony

piątek, 10 lutego 2017 10:41

 

   Przechwycony przez PiS pomysł   ograniczenia  władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów do dwóch kadencji, w przypadku miast prezydenckich, których mamy w Polsce 103, oznacza  automatyczną zmianę w  ponad 60 miastach, w tym także w Toruniu ( prezydent  Michał Zaleski sprawuje urząd IV kadencję) . Nie wiadomo wprawdzie jak takie ograniczenie wprowadzić już od  najbliższych wyborów w roku 2018, nie naruszając zasady lex retro non agit ( prawo nie działa wstecz) , ale nie po to PiS wystąpił z  taką inicjatywą, aby  czekać  10 lat na jej realizację. Mamy zatem przed sobą falandyzację prawa i zapewne gorący spór prawno - polityczny.

   Przy okazji warto przypomnieć, że  gdy w 2003 roku  premier Belka  likwidował  przywilej dorabiania bez ograniczeń, przysługujący osobom otrzymującym renty z tytułu wypadku przy pracy, nikt nad tym specjalnie nie rozdzierał szat, choć było to ewidentne naruszenie praw nabytych w wyniku którego, patrząc z dzisiejszej perspektywy, wiele osób straciło świadczenia warte kilkaset tysięcy złotych.

  Prawna możliwość wysadzenia z siodła prezydentów, którzy byli do tej pory nie do ruszenia, bo albo dobrze zarządzali swoim miastem albo konkurencja była za słaba, albo jedno i drugie, wywołała spore poruszenie w kręgach aspirujących do przejęcia władzy. Na razie kruki i wrony jeszcze ostrożnie krążą nad potencjalnym pobojowiskiem, ale niektóre ptaszyska już przygotowują się do ataku. Taki dla przykładu radny toruński Maciej Cichowicz reprezentujący w Radzie miasta niewielki klub „Czas mieszkańców”  w obszernym wywiadzie opublikowanym na lokalnych stronach „GW” i opatrzonych tytułem „Kropla po kropli do prezydentury w Toruniu” nie kryje swoich prezydenckich aspiracji, stwierdzając: Dobrze by  było, gdyby w mieście pojawiła się władza, która zacznie myśleć sensownie, rozsądnie, na miarę, Torunia, a nie na miarę minionych epok”.

 Z takim przesłaniem radny Cichowicz raczej nie ma żadnych szans  w zderzeniu z prezydentem Zaleskim, no ale jeśli prezydent Zaleski nie będzie już mógł ubiegać się o kolejną , piątą kadencję, to kto wie. Przeciwnicy  mogą być z tej samej gałęzi co radny Cichowicz.

 Ciekawa rzecz, w całym obszernym wywiadzie , poza urzędującym prezydentem  i  patronami toruńskich ulic nie pada ani jedno nazwisko.Na razie jak widać radnego Cichowicza otacza pustka i mgła. Ale już kracze i trzepocze skrzydłami, zarzekając się przy tym w innej gazecie:" Nie marzę o tym, nie jest to mój sposób na życie."  

   A nam się wydaje, że akurat pomarzyć  to sobie radny Cichowicz może jak najbardziej.


oceń
31
653

Zima w ogrodzie

wtorek, 07 lutego 2017 21:29

 

Poniżej: pierwsze zwiastuny nadchodzącej destrukcji, dogorywające malowidło jednorożca,element plenerowej aranżacji Iwony Liegmann "Ogród ziołowy", na ulicy Podmurnej w Toruniu, kilkanaście metrów od wejścia do głównego budynku Urzędu Miasta. (w malowidle ukryta została sentencja:"mala herba cito crescit"-złe zioło szybko rośnie)

PS.jednorożec-stworzenie fantastyczne i mityczne, uosobienie wolności, waleczności,dzikości i nieokiełznania. Symbol jak dotąd jeszcze niewykorzystany przez polskie ugrupowania i frakcje polityczne.

 

20170203_113451.jpg

 


oceń
31
840

Pole niekoniecznie wspólne

poniedziałek, 30 stycznia 2017 9:32

 

 

 

   W programie frontmana frankowiczów redaktora Macieja  Pawlickiego „Studio Polska” emitowanym przez TVP prędzej czy później musiało dojść do nieszczęścia. Formuła talk-show w którym publiczność szuka chaotycznie i na oślep jakiegoś mitycznego pola wspólnego „wykonując polecenia prowadzących” to pomysł rodem z Korei Północnej. Tym bardziej , że prowadzący  miotają się po studio w poszukiwaniu własnego ogona, napędzani przekonaniem  o swojej nieomylności i wyjątkowej sprawności dziennikarskiej.

   Sytuacja kiedy  na początku programu poświęconego manipulacji informacją  prowadzący odczytuje fałszywy news o aresztowaniu lidera partii opozycyjnej Ryszarda Petru pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji, po czym z głupawym uśmieszkiem dementuje go po kilkudziesięciu sekundach,  to jazda po bandzie bez trzymanki o konsekwencjach, które powinny redaktora Macieja  Pawlickiego  zdmuchnąć błyskawicznie z anteny. Choćby dlatego, że spreparowana informacja puszczona w świat za pośrednictwem  mediów a zwłaszcza anteny telewizyjnej  żyje własnym medialnym i internetowym życiem, nawet jeśli została zdementowana po kilku sekundach.

Jeśli redaktor Maciej  Pawlicki o tym nie wiedział, co go dyskwalifikuje jako dziennikarza, albo zapatrzony w czubek własnego nosa zignorował, to znaczy, że dostał od TVP do ręki brzytwę, która trzeba mu jak najszybciej zabrać. Bo inaczej nie tylko siebie potnie ale i innych pokaleczy.


oceń
23
738

Szklana pułapka-niekończąca się opowieść

sobota, 21 stycznia 2017 9:04

    Prezes TVP Jacek Disco Kurski zapowiada, że jak tak dalej pójdzie, to znaczy jak dalej obywatele nie będą opłacać abonamentu, to on Prezes Jacek Disco Kurski będzie musiał drastycznie ograniczyć misję telewizji publicznej. Nie będzie Zenka Martyniuka ani rolników szukających żony, nie będzie już z kim rozmawiać ani szukać nie będzie można pola wspólnego w programie Macieja Pawlickiego i takiej jednej redaktorki przebierającej się co program za inny namiot wieloosobowy. Pozostaną tylko reklamy środków na zatwardzenie i całodobową erekcję. No może jeszcze pozostanie satyryczny program Marcina Wolskiego "Na zapleczu wizji", który często ma tyle wspólnego z satyrą co Władysław Gomułka z demokracją (podobnie zresztą jak geriatryczne "Szkło kontaktowe" w TVN24 z trudem utrzymujące szybkość wypowiedzi dyskutantów w granicach dziesięciu słów na minutę).

   Tak będzie, bo prezes Jacek Disco Kurski doszedł do ściany. Na początku swojej prezesury miał jeszcze w kasie 100 milionów złotych a teraz brakuje mu 200.

   A wszystko dlatego, że obywatele pomimo próśb, nalegań i groźnych pohukiwań, pomimo wzmożonej aktywności listonoszy inwigilujących nasze mieszkania i sprawnych egzekucji gdy już dopadną jakiegoś niepłacącego emeryta lat 89, pomimo zatem wzmożonego wysiłku zmierzającego do wzrostu ściągalności abonamentu,  tej ściągalności nadal nie chcą się podporządkować. A sprzyjają temu ułomnie przepisy ustawy o opłatach abonamentowych nakazujące abonament płacić nawet za telewizor używany wyłącznie jako skrzynka na kartofle, ale wyłącznie wówczas gdy telewizor mamy zarejestrowany. A obywatele od dawna  telewizorów nie rejestrują.

   To teraz trzeba ścigać emerytów, którzy telewizory rejestrowali jeszcze za wczesnego Gierka i jakiś ślad w papierach po tych rejestracjach pozostał. No, ale na jak długo tych pieniędzy z ekshumowanych rejestracji starczy? Wprawdzie prezes Jacek Disco Kurski zapewnia, że już wkrótce do TVP pieniądze z abonamentu popłyną szerokim strumieniem, bowiem ma on, czyli Prezes, wiarygodny projekt sprawnego uszczelnienia poboru abonamentu opartego o instytucję "domniemania", jest to jednak raczej coś w rodzaju zaklinania deszczu na Saharze.

   A co z powszechną opłatą audiowizualną - zapyta ktoś złośliwie - zapowiadaną  z wielkim szumem prawie przed dwoma laty przez ówczesnego ministra "Czabanescu"? Ano "na ten moment" (ulubione powiedzenie reporterów TVP Info) kompletna dupa. Okazało, że trzeba to uzgadniać z Brukselą, a to zdaniem obecnego szefa Rady Mediów Narodowych Czabanescu oznacza wieczność albo jeszcze dłużej. Dlatego przewodniczący Czabanescu umywa ręce i woli knuć jak tu wykopać z fotela prezesa Jacka Disco Kurskiego.

   Tak, że zachowajmy czujność, starannie przyglądajmy się przez wizjery tym, którzy zapukają do naszych drzwi. I dajmy sobie spokój z misją TVP. Bez Zenka Martyniuka też da się żyć.


oceń
22
447

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  180 395  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 180395

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl