Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

( CCLXIII ) Kopernik w Europie:-Kraków-Budapeszt-Wiedeń-Linz-Padva-Mediolan-Lyon-Paryż-Bruksela-Amsterdam-Getynga (zapiski serwetkowe) dla "Gazety Wyborczej" w Toruniu

piątek, 18 września 2009 12:44

 

  

                                                                               

                                  Kopernik już tu nie mieszka

 

   Czterysta lat temu, Galileusz, profesor matematyki w Padwie, skonstruował teleskop, dzięki któremu odkrył kratery na Księżycu, satelity Wenus i obrót Słońca wokół osi. Galileusz wierzył w Pismo Święte i nauczanie Kościoła służące budowaniu moralności, ale uważał też, że nauka i natura rządzą się innym porządkiem. Dlatego publicznie poparł system Kopernika, pomimo, że jego dzieło było już umieszczone na Indeksie ksiąg zakazanych przez Kościół i pozostawało tam aż do roku 1835. Za głoszenie poglądów kopernikańskich Galileusz trafił w roku 1633 przed trybunał inkwizycyjny, który potraktował go jednak wyjątkowo łagodnie, zamiast na stos został skazany na dożywotni areszt domowy.

  Międzynarodowy rok astronomii, który właśnie obchodzimy, nawiązuje wprawdzie do odkryć Galileusza, ale u jego boku stoi Kopernik. I to Kopernik taki, jakim go widział Galileusz pisząc: ”Dręczą mnie obawy, gdy pomyśle, co się stało z naszym mistrzem Kopernikiem. Choć zdobył nieśmiertelną sławę u niektórych, dla niezliczonych rzesz, a w większości są to głupcy, stał się jednak celem pośmiewiska i drwin.”

  No, to co się stało z naszym mistrzem Kopernikiem? Odłóżmy na bok jego dzieło, bo i tak pomijając patriotyczne rymowanki ze szkolnych czytanek, jego rzeczywista istota i znaczenie tak jak przed pięciuset laty, tak i dzisiaj to wiedza tajemna dostępna nielicznym, podobnie jak nieliczni wiedzą o co chodzi w słynnej formule Einsteina. Jaki obraz Kopernika jako człowieka dotrwał do dzisiejszych czasów? Czy jest to Kopernik z nalepek na wódkę, zdenominowanych banknotów tysiąc-złotowych i katastrofy samolotu IŁ-62 nazwanego jego imieniem?

  Europa, w której pojawiliśmy się na kilkanaście dni z „De revolutionibus”, Kopernika kojarzy raczej słabo, myląc jego konterfekt nawet z papieżem, czy Nostrodamusem. W tym, o co chodziło w jego teorii i jakie miała ona znaczenie dla rozwoju ludzkości orientują się nieliczni. Ale to żaden powód do frustracji. Europa ma swoje rankingi, w których brylują Carla Brunii i ściganci Formuły-1.Europa jest zabiegana, Europa zarabia pieniądze i zaraz je wydaje wabiona markami ekskluzywnych firm i tanich marketów. Nie ma w tym ani żadnego ładu ani głębszego sensu. Ale to nie oznacza, ze ten sens i ład nie jest potrzebny.

 Kiedy Kopernik przewrócił cały wszechświat do góry nogami, wielu uczonych uznających wartość jego odkrycia, z nostalgią przywoływało dawny ład stworzony na wiele stuleci przez Ptolemeusza w którym kosmos był doskonałym zamkniętym układem, nie zaś procesem ciągłej kreacji i nieustannych zmian. Kopernik spowodował, ze Ziemia usunęła nam się spod stóp, wywołując w opinii wielu filozofów kryzys świadomości europejskiej, rozpacz i zamieszanie. Znaleźli się też tacy, którzy system Kopernika nazwali nieludzkim.

   Pewnie dla wielu mieszkańców współczesnej Europy plaska Ziemia oparta na grzbietach siedmiu słoni, byłaby nadal do przyjęcia, o ile uwolniłaby ich od zastanawiania się, po co ten cały bieg donikąd. Ale po opublikowaniu dzieła Kopernika, nic już nie jest tak jak było przedtem. Ten genialny matematyk, pewnie nie do końca zdawał sobie sprawę, jakie znaczenie będzie miało jego odkrycie, nie tylko w sferze nauki, ale w powszednim życiu następnych pokoleń. Napisał dzieło dla elity uczonych, ale wszyscy jesteśmy nim naznaczeni.

  Europa i świat pędzą do przodu, tak jakby w tym szaleńczym pędzie miał się zatrzeć i zamazać rzeczywisty obraz i miejsce naszej cywilizacji we wszechświecie. Ale to złudzenie, wszędzie na Piazza Dumo w Mediolanie, nad kanałami Amsterdamu i przed paryską Sorboną spotykaliśmy ludzi, młodych i starszych, którzy mieli tego świadomość. Było ich zaskakująco wielu. Przy okazji rozmowy o Koperniku zadawali pytania i dzielili się wątpliwościami, wiedząc, że nikt nie zna na nie odpowiedzi. Może po prostu stworzyliśmy im okazję aby o tym porozmawiać?

 To nie była tylko wędrówka z Kopernikiem po Europie jako eksportową ikoną Torunia i Polski. To była wędrówka z dziełem wielkiego człowieka, bez którego ziemska cywilizacja zaszłaby Bóg raczy wiedzieć gdzie. Co wcale nie oznacza, że miejsce w którym jesteśmy jest najlepsze z możliwych. Kopernik już tu nie mieszka od setek lat, a tylko on mógłby nas w tym utwierdzić.

                                                                      *            *                      *


(1)- Kraków – wczesny poranek. Przed hotelem "Wyspiański" tuż przy Plantach podekscytowani Japończycy fotografują robotnika, który coś kuje i klnie jak szewc.Anglicy nic nie fotografują, tylko popijają poranne piwo. W kiosku hotelowym światowo, brak polskich gazet.

  Co czytał Kopernik jesienią 1491 r., kiedy pojawił się w Krakowie? No, z całą pewnością nie czytał gazet. Należał do zamożniejszych studentów, nie musiał mieszkać w bursie, a ponieważ gazet wówczas jeszcze nie było, kupował książki, potwornie zresztą w tamtych czasach drogie. To w Krakowie powstały początki bogatej biblioteki podręcznej Kopernika, którą w XVII w. ukradli nam Szwedzi i do teraz nie chcą oddać. Kraków zaś to miasto, które do dzisiaj przywiązuje ogromną wagę do książek i do bibliotek potrafiących wzbudzić wśród mieszkańców miasta ogromne emocje. Taka dla przykładu biblioteka wojewódzka przy ul. Rajskiej dostała od sejmiku małopolskiego na adaptacje strychu prawie siedem milionów złotych. Dużo, ale koszty wzrosły nie wiadomo kiedy do 20 milionów i teraz wszyscy w Krakowie zastanawiają się, jak to się mogło stać i czy ma to jakiś związek z zakupem przez dyrektora biblioteki mieszkania od firmy, która prowadziła adaptację strychu. Sprawą zajęło się nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne, co w czasach Kopernika było nie do pomyślenia. Takie sprawy załatwiano sprawnie i definitywnie z zastosowaniem umiarkowanie dolegliwych tortur drugiego stopnia.

            Życie Kopernika w Krakowie pozbawionym Japończyków i Anglików nie było jednak wcale nudne, tym bardziej że kręciło się po nim wielu biznesmenów i turystów z Włoch, Stambułu i stepów Ukrainy, korzystających z tanich linii przewozowych, głównie tureckich. Do dobrego tonu zaś należało zapraszanie studentów na uczone dysputy, toczone w knajpach i gospodach przy piwie w towarzystwie nie tylko uczonych mędrców, ale i wesołych kobiet. Modny był wówczas kolor żółty i poezja w stylu: „Wenus tu piękne hoduje dziewczęta, w powabnych ciałach ich jeszcze piękniejsza kryje się cnota, której los nie zniszczy”.

            Z całą pewnością nie żyło się nudno Kopernikowi w Krakowie. No i nie było tu jeszcze amerykańskich turystów, którzy na dziedzińcu Collegium Maius, zapytani o naszego wielkiego astronoma, szeroko się uśmiechnęli i szczerze odpowiedzieli: „Kopernik? Nie wiemy, jesteśmy ze Stanów”. A po chwili sami zapytali: „A wy wiecie, kto to Bush?”

             

 

      ( 2)-Budapeszt, wzgórze zamkowe. Przy pomniku św. Stefana dwa sokoły do wynajęcia. Można sobie takiego sokoła posadzić na ramieniu i zrobić zdjęcie telefonem komórkowym. Kosztuje niewiele, a ile uciechy, gdy ememesa dostanie teściowa z podpisem: ”Poluje tylko na czarownice”.

            Próbujemy zrobić zdjęcie sokołowi na księdze Kopernika, w końcu solidnie oprawionej i tym samym odpornej na szpony, ale negocjacje w sprawie opłaty utykają w martwym punkcie na poziomie 40 tys. forintów. Sokolnik nie chce ustąpić ani forinta, a krótki wykład po węgiersku naszej tłumaczki na temat „De revolutionibus…” nie robi na nim większego wrażenia. Może i epokowe dzieło, ale zdjęcia reklamowe muszą kosztować znacznie więcej. Nie pomaga powoływanie się na odwieczną przyjaźń między naszymi narodami, a nawet na generała Bema – było nie było, węgierskiego bohatera narodowego. Z pomnika patrzy na nas św. Stefan i ironicznie się uśmiecha, jakby chciał powiedzieć: „Drogo? Kiedy przejdziemy na euro będzie jeszcze drożej”.

            Co łączy Kopernika z Węgrami? Z całą pewnością zamiłowanie do burzenia autorytetów. Kopernik pierwszy wśród wielkich uczonych pokazał i udowodnił, że rozwój nauki nie polega na sumowaniu starych i nowych poglądów, lecz na ich konfrontowaniu, i że nowe buduje się przez przezwyciężanie starego. Węgrzy właśnie konfrontują stare i obowiązujące teorie na temat swojego pochodzenia z najnowszymi wynikami badań. I dochodzą do wniosku, że język węgierski to niekoniecznie język ugrofiński. Autorytety chwieją się w posadach, ale fale Dunaju pod mostem św. Małgorzaty ciągle pozostają błękitne. Jak im się dobrze przypatrzeć, oczywiście.  

 

   ( 3 )- Wiedeń. Plac Św. Michała, przed głównym wejściem do Hofburgu, siedziby cesarstwa. To stąd ruszają dorożki z turystami w podróż po starym, dobrym Wiedniu. Po porannym śniadaniu, po jajkach po wiedeńsku, a jeszcze przed południowym wienerschnitzlem i strudlem, często z kieliszkami szampana w dłoniach, co nikogo tutaj nie dziwi.W tym otoczeniu pojawiliśmy się z Mikołajem Kopernikiem.,Zamiast butelki szampana mamy teleskop słoneczny .Przed nami, przed kilku laty prezentowano tu jedynie Fryderyka Szopena. Dyrektor placówki Polskiej Organizacji Turystycznej w Wiedniu Włodzimierz Szeląg nie ukrywa, że dzięki naszemu pomysłowi mógł w tym miejscu zaistnieć po raz drugi w swojej kilunastoletniej kadencji.

   Wokół imperialne budowle z czasów potęgi cesarstwa, hiszpańska szkoła jazdy, wykopaliska przypominające antyczną przeszłość Wiednia. Wieczorem  podczas spotkania z prof. Bogusławem Dybasiem, torunianinem, szefem placówki Polskiej Akademii Nauk, zastanawiamy się, jak to z tą czaszką Kopernika odnalezioną we Fromborku naprawdę było . Czy jest to odkrycie wiarygodne,  czy nie do końca? Kelner, przysłuchujący się naszej rozmowie, potakuje głową i pewnie on wie najlepiej, jak to odkrycie należy zakwalifikować, uwierzyć w nie czy raczej włożyć między bajki.

   W drodze do Mediolanu zaglądamy do Linzu, miasta, które jest właśnie Europejską Stolicą Kultury i które szczyci się tym, że mieszkał tu jeden z wielkich następców Kopernika – Johannes Kepler. Pierwszy, 50 lat po śmierci wielkiego torunianina, odważył się publicznie poprzeć jego teorię heliocentryczną. Wywarł też ogromny wpływ na Galileusza. Kepler zasłużył się Kopernikowi jeszcze jednym: tonizował niebezpieczną kolizję między odkryciem naszego astronoma a obowiązującą teorią miejsca Ziemi we wszechświecie, którą przekazywało największe wówczas dzieło, jakim była Biblia. Kepler w sposób bardzo inteligentny i sprytny dowodził i przekonywał kogo trzeba, że może rzeczywiście jest tak, jak mówi Pismo Św., ale niekoniecznie musi mieć to zastosowanie do teorii kopernikańskiej i astronomii w ogóle. To on ujawnił fałszerstwo wstępu do pierwszego wydania „De revolutionibus…”Wydawca obawiając się konsekwencji, sugerując, że to odautorska przedmowa, przedstawił teorię Kopernika nie jako wielkie odkrycie naukowe, lecz jedynie hipotetyczny model, coś, co nie musi być prawdziwe, i służy jedynie do dalszych dywagacji i penetracji naukowej. 

Obok niepozornego domu Keplera,tuż przy rynku, gdzie na pierwszym piętrze mieści się obecnie remontowane muzeum,na parterze zaś salon kosmetyki naturalnej, w małej kafejce wznieśliśmy winem  rose toast za tę wielką postać, bez której nie byłoby ani Newtona, ani Einsteina, ani... bomby atomowej. 

Po zmierzchu zatrzymujemy się na chwilę w Padwie. Na Piazza Petrarca nie sprzedają kawy. O tej porze pije się tylko wino. Kiedy Kopernik studiował tu medycynę, też nie pijano kawy.Było posępnie, ponuro, zwłaszcza na lekcjach anatomii. A jednka wytrzymał  tutaj aż trzy lata.


( 4 )- Mediolan. Piazza Duomo, najważniejsze miejsce w  mieście. Targowisko próżności i mody, prezentowanej w różnych wariantach na oszałamiających sylwetkach nienagannie zbudowanych dziewcząt, ale też – co trzeba zauważyć – również na starszych, dobrze utrzymanych paniach.

            Czy Kopernik ubierał się u Prady? Zadajmy takie obrazoburcze pytanie. Z rysunków, sztychów i obrazów , znamy go odzianego w sutannę, uzupełnioną co najwyżej półkożuszkiem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że w czasach, kiedy zawędrował do Włoch, działy się tu rzeczy, które ze skromnością i siermiężnością niewiele miały wspólnego. W oczy rzucało się to, co wiązało się z zewnętrznymi cechami renesansu: kult pięknych kobiet, dobrego wina, wesołego i beztroskiego życia. Ówczesny papież Aleksander Borgia, chyba najbardziej świecki spośród wszystkich papieży w historii Kościoła, chciał Włochy zamienić w świeckie państwo dla swoich synów, których się ani trochę nie wstydził.        Kopernik – wbrew temu, co głoszą jego hagiografowie – nie był wzorem cnót wszelkich ani postacią z czytanki dla młodzieży. Nie był też, o zgrozo, pracowitym studentem, bo wyniki jego wieloletnich pobytów na uniwersytetach przedstawiały się więcej niż skromnie.W Bolonii siedział pięc lat  i żadnych studiów nie skończył, następne trzy spędził w Padwie studiując medycynę, ale doktorem medycyny nie został , uzyskał tylko licencjat uprawniający do leczenia, dopiero w Ferrarze uczelni porównywalnej z dzisiejszym Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy  zdobył tanim kosztem i niewielkim wysiłkiem tytuł doktora prawa kanonicznego. Należał Kopernik do ludzi, którzy brak pracowitości nadrabiają inteligencją.

            Wróćmy na plac Duomo, gdzie ceny skromnych pantofelków Dolce&Gabbana zaczynają się od 440 euro. Nasza kopernikańska ekspozycja jest pierwszą prezentacją polskiej postaci w tym miejscu, o czym zapewnili nas urzędnicy mediolańskiego magistratu. Patrole i formacje policyjne różnej maści są zaskoczone, że udało się nam tu taką rzecz zorganizować. I to tu właśnie, w Mediolanie spotkaliśmy się z najbardziej zaskakującym pytaniem. Do naszego stoiska podszedł Włoch. Zobaczył na jednej z grafik niebo nad Toruniem z konstelacją Koziorożca. Zapytał, wyraźnie podekscytowany czy jesteśmy astrologami i czy wróżymy z gwiazd.

   Za czasów Kopernika astronomia mieszała się z astrologią i z tej drugiej można było lepiej żyć niż z pierwszej. Okazuje się, że i dziś, gdybyśmy mieli większą wiedzę astrologiczną, może zrobilibyśmy na tym interes. A tak, musieliśmy po prostu wytłumaczyć Włochowi, że podobizna człowieka z konwalią nie jest portretem Nostradamusa, lecz uczonego, który przyczynił się do tego, że świat wszedł na inne tory, konsekwencji czego do dziś w pełni nie znamy.

 

( 5 )-Lyon, samo południe. Starówka wciśnięta pomiędzy dwie wielkie rzeki – Saonę i Rodan – rozciąga się na kilkukilometrowym cyplu. Podobnie jak toruńska, wpisana na listę UNESCO. Wzdłuż cypla, z południa na północ, rozciągają się wielkie place. Ostatni to plac Carnot, na którym rozkładamy ekspozycję. Za nami budynek największego dworca kolejowego w Lyonie, niemający nic wspólnego z wizerunkiem dworca Toruń Główny. Jest to przepiękna nowoczesna budowla, przed nią ogromny, zielony skwer.

Furorę robi tu redaktor Piotr "Luna" Majewski ze swoim teleskopem słonecznym. A słońce zaiste jest piękne, zawieszone tuż nad budynkiem dworca. Redaktor jest nieco zatroskany o sprzęt, bo tłum, jaki przyszedł obejrzeć pokazy, jest naprawdę duży. Co chwila trzeba tłumaczyć ludziom, dlaczego Słońce, dlaczego teleskop, dlaczego Kopernik i jak to wszystko można oglądać gołym okiem.

W Lyonie do naszego stoiska podchodzi siwy starszy pan, nauczyciel matematyki i astronomii. Głosem drżącym ze wzruszenia mówi, że wie wszystko o Koperniku, natomiast nigdy nie trzymał w ręku jego dzieła, nawet w postaci takiej kopii, jaką tu ze sobą mamy. Dzięki nam mógł ją zobaczyć. Mówi że dla niego to wielkie i poruszające przeżycie.

Sam Lyon to miasto odkryć. Może nie aż tak wielkich, jak to kopernikańskie, ale też wielce znaczących. To tutaj przecież w 1891 r. pierwszej rejestracji filmowej dokonali bracia  Lumiere wraz z ojcem Antonim. To od ich „Wyjścia robotników z fabryki” zaczęła się historia kina. Tak jak od Kopernika zaczęła się historia układu heliocentrycznego.

 

 

    ( 6 )- Paryż, IV dzielnica, Place de la Sorbonne w samo południe. Zapach kawy miesza się z najnowszymi perfumami Givenchy „Ange ou Démon”. Stoimy przed kaplicą uniwersytetu założonego w 1253 r. przez hrabiego Roberta de Sorbon. Szkoda, że polskie uczelnie nie mają tego zwyczaju, przyjmujmowania nazwę od założyciela. Właściwie tylko UJ, zwany popularnie Jagiellonką, kontynuuje tę tradycję.

   W czasie naszej podróży wielokrotnie mieliśmy do czynienia z różnymi służbami miejskimi i policją, nieraz starannie sprawdzano nasze pozwolenia, liczące często po wiele stron. W Paryżu podeszła do nas dwójka policjantów. Grzecznie zapytali o zezwolenie, które akurat oddaliło się na chwilę wraz z redaktorem Mariuszem "Lajt" Orłowskim. Poprosiliśmy o chwilkę zwłoki, na co policjanci, nie okazując ani odrobiny zniecierpliwienia, odparli, że zaczekają. Kiedy wreszcie pokazaliśmy dokumenty, zaskoczyli nas całkowicie pytaniami: czy nie trzeba nam w czymś pomóc ?, czy ktoś nam nie przeszkadza ?, czy się dobrze czujemy i czy się nam podoba Paryż ? Na koniec powiedzieli, że w razie czego są w pobliżu, zostawili nam nawet numer swojego telefonu. Z wrażenia nie mogliśmy się otrząsnąć przez dobre pół godziny, bo zachowanie policjantów, którzy skądinąd w Paryżu potrafią być bardzo zdecydowani i bezkompromisowi, było  dla nas  wręcz niezwykłe.

            Piszę o tym, bo sprawa zarządzania, administrowania i zachowania odpowiednich proporcji w reagowaniu na rozmaite sytuacje też jest poniekąd związana z postacią Kopernika. Ten, jak wiemy, był nie tylko wielkim odkrywcą, który przewrócił do góry nogami cały nieboskłon, ale też potrafił umiejętnie zarządzać włościami biskupimi i był świetnym organizatorem. Nawet w tak delikatnych sprawach jak ściąganie podatków, zachowywał umiar i staranność, nie zrażając sobie ludności, która musiała je płacić.

            Przy naszym stoisku w pewnym momencie pojawił się człowiek w wyglądającym na profesjonalny aparatem fotograficznym i notesem. Przedstawił się jako dziennikarz jednego z portali internetowych, wykazał duże zainteresowanie Kopernikiem, a nawet sporą wiedzę wiedzę. Na sam koniec spytał: „Czy Kopernik jest tu z wami? Czy można z nim porozmawiać?”. Odpowiedzieliśmy, nieco zaskoczeni, że niestety tak się składa, że Kopernik od 500 lat nie bywa na spotkaniach. Paryżanin zasmucił się, pokiwał głową i odszedł, ale nie wiem, czy do końca był przekonany, że usłyszał prawdę.

 

 

     ( 7 )-Bruksela. Skwer Marche aux Herbes tuż przy Grande Place ,dwa kroki od wejściu do Galerii Królewskiej. Sam środek Starej Brukseli.Bruksela to stolica gęstych, zawiesistych sosów. Paskudnie się po nich myje garnki, czego swego czasu sam doświadczyłem w belgijskiej knajpie pod Londynem. Bruksela to także małże w białym winie lub – jak kto woli – po prowansalsku, gofry z monstrualną ilością bitej śmietany i owocami oraz czekolada w każdej postaci: łamana, na gorąco, na ciastkach, w daniach ciepłych i zimnych, na owocach.

            Czy to wszystko ma coś wspólnego z Kopernikiem? Ano ma, ponieważ Kopernik od 1512 r. nosił tytuł mistrza piekarni. Nie był jednak piekarzem, ani nie zarządzał piekarnią. Był to tytuł przysługujący zarządcy wszystkimi przedsięwzięciami i przedsiębiorstwami – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – ekonomicznymi na terenie kapituły warmińskiej. Funkcja ogromnie odpowiedzialna, z której wywiązywał się wzorowo.

            Bruksela to też europejska wieża Babel nasycona instytucjami europejskimi i karierami, które toczą się wolniej lub szybciej, czasem kończąc się błyskawicznie, a czasem trwając bardzo długo. Kopernik do kariery politycznej miał stosunek raczej chłodny. Za życia wuja, biskupa Łukasza Watzenrode była ona bardzo realna i zapowiadała się emocjonująco, po  jego śmierci gwałtownie przygasła. Kopernik zniósł to dobrze, bo nigdy nie był człowiekiem pazernym, zachłannym i głodnym sławy. Nie zabiegał też o stanowiska polityczne, co pozwalało mu zachować dystans nie tylko do spraw niebiańskich, ale również do życia doczesnego.

   W którymś momencie swego życia, gdzieś po czterdziestce, pogodził się z faktem, że jego miejsce, rola, przeznaczenie, to astronomia. Nie astrologia, która przynosiła pieniądze. Poświęcił się astronomii, w miarę upływu lat gubiąc przyjaciół i znajomych, pozostając sam na sam z gwiazdami. Może to nie jest optymistyczne, ale takie są losy wybitnych ludzi. Coraz bardziej otoczonych blaskiem nadchodzącej, nieprzemijającej sławy i coraz bardziej samotnych.   

 

 

 

     ( 8 )- Amsterdam. Leidseplein, tuż przy budynku Teatru Miejskiego. Na skraju placu bynajmniej nie dyskretnie ukryty, lecz mocno wyeksponowany Coffeeshop, gdzie można legalnie kupić lekkie narkotyki: skręta z marihuany, odrobinę haszyszu.

   Czy Kopernik był uzależniony od używek? Trudno na to dziś odpowiedzieć, ale z pewnością nie stronił od piwa i wina, co zresztą miało swoje głębokie uzasadnienie, bo w tamtych czasach tylko napoje sfermentowane były w pełni bezpieczne. Piwo w zasadzie podawano do każdego posiłku, a i od wina duchowieństwo, w tym kanonicy we Fromborku, nie stroniło.

   Amsterdam to miasto, gdzie rowery są tak popularne, że jakakolwiek kolizja z iudziałem rowerzystów jest z góry kwalifikowana przez policję jako spowodowana przez kierowcę samochodu. Na rowerze można tu robić niemal wszystko. Za najmniejszy przejaw lekceważenia rowerzystów można zostać poczęstowanym kopniakiem w błotnik auta albo niewybrednym określeniem.

   W czasach Kopernika rowerów jeszcze nie było. On sam podróżował głównie konno. Być może gdyby pojawił się w Amsterdamie dzisiaj, przesiadłby się na rower i pewnie nieźle by sobie radził na wąskich uliczkach nad kanałami, klnąc i dzwoniąc przy byle okazji.

            W czasach naszego astronoma Holandia nie była miejscem szczególnie sprzyjającym jego teoriom i poglądom. Stąd wywodzi się złośliwa farsa o głupiomądrym, śmiesznym astrologusie, którego dzieło pokrywa się w skrzyni kurzem i pleśnią, i pewnie nigdy światła dziennego nie ujrzy. Fanem Kopernika nie był ani Erazm z Rotterdamu, ani zwolennicy Lutra,choć byli przez Kopernika traktowani łagodnie a, jego pisma dotyczace tego ruchu religijnego bardzo na Warmii tępionego, wskazują, że był  jak na kanonika człowiekiem niezwykle tolerancyjnym. Niezwykły paradoks tkwi w tym, że to, co w jego odkryciach było rewolucyjne i co – jakby się można było spodziewać – winno spotkać się z poparciem samego Lutra, zostało przez niego potraktowane wybitnie złośliwie. Powiedział on nawet, że chodzące po Europie wieści, iż to Ziemia się porusza, a nie firmament, przypominają  mu opowieści o kimś, kto siedzi na wozie i myśli, że to nie on jedzie, ale ziemia i drzewa wokół. Wzbudzało to u Lutra ogromną wesołość.     

   Zastanawiające, że reforma o tak fundamentalnym znaczeniu dla ludzkości związana była z Kopernikiem reprezentującym tradycyjny Kościół, a odtrącona została przez tego, który mienił się wielkim kościelnym reformatorem.

 

     ( 9 )-Wreszcie jesteśmy w Getyndze u kresu naszej naszej podróży. Getynga to  przede wszystkim jeden z najsłynniejszcyh uniwersytetów w Europie z kilkudziesięcioma laureatami nagrody Nobla. Tu także studiował Bismarck, czego akurat Getyndze nie zazdrościmy. Getynga  to także nasze miasto partnerskie od ponad 30 lat.

   Na placu przed Ratuszem, pod słynnym pomnikiem Gęsiarki nasz Kopernik prezentuje się bardzo okazale. To tutaj studenci, doktoranci i profesorowie fetują swoje sukcesy i nowe tytuły naukowe. A my w towarzystwie Achima Sterra, naszego przyjaciela z getyńskiego magistratu, fetujemy  butelką doskonałego francuskiego szampana zakonczenie podrózy Kopernika po Europie. Otwierając szampana, obficie skrapiamy konterfekt Kopernika na naszej ekspozycji.  W chwilę później starannie go jednak wycieramy do sucha, bo niespodziewanie okazuje się, że Kopernik zostaje w Getyndze na dłużej. Na prośbę tutejszego magistratu, a za zgodą naszego prezydenta ekspozycja wędruje na imponującą wystawę astronomiczną organizowaną w posażu wielkiego centrum handlowego. Nasz  atronom znajdzie się na samym jej początku. I tak się nam na koniec Kopernik nieco skomercjalizował.

 Jesteśmy zadowoleni i  mocno zmęczeni tą szaleńczą gonitwą przez Europę. Ponad 5 tysięcy kilkometrów i jedenaście wielkich miast w dziesięc dni, to da się jechać -jak by pewnie powiedział nasz kierowca pan Andrzej zwany przez nas pieszczotliwie Redaktorem Prowadzącym.

  Straty po eskapadzie niewielkie: ot, kilka zgubionych ręczników, jeden złamany widelec, trochę poobdzieranych paznokci i wiele wypitych butelek. Wody mineralnej – żeby nie było wątpliwości.  A korzyści? Proszę porozmawiać z tymi, którzy nas spotkali po drodze. Z pewnością na nich traficie jak nie w Wiedniu czy Paryżu to w Budapeszcie lub Amsterdamie. Pytajcie o czterech facetów z Kopernikiem i teleskopem słonecznym.

  I to by było na tyle. O czym w imieniu Redaktora Piotra "Luny" Majewskiego, Redaktora Mariusza "Lajta" Orłowskiego, oraz  Redaktora Prowadzącego zapewnia Redaktor Wiodący.

   PS.Co wcale ne oznacza, że nie będzie dalszego ciągu, zza kulis wyprawy, w którym okaże się co jedzono podczas bankietu z okazji kolejnej rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej, gdzie kupuje buty Redaktor Marusz "Lajt" Orłowski, oraz  czy moża przejechać 18-kilometrowy tunel pod Alpami nie płacąc 40 euro.


oceń
2
0

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 445  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170445

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl