Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

( CCXXVI ) 50 lat później

czwartek, 25 września 2008 6:45

  

   Były dwa kluby studenckie "Od Nowa", jeden w Poznaniu, drugi w Toruniu. W "Od Nowie" toruńskiej  na przełomie lat 60/70-tych  zdaniem towarzyszy z komitetu miejskiego partii na czerwonych ,pluszowych kanapach odbywały się wyuzdane studenckie orgie w oprawie dekadenckiego jazzu.
   W rzeczywistości było jeszcze gorzej. To tam już w wczesnych godzinach  przedpołudniowych, w przerwach między zajęciami ,porażającej urody studentki konserwacji zabytków deprawowały młodszych kolegów przy niezapomnianych zrazach z bufetu pani Taflińskiej. Pamiętam zwłaszcza jedną, Monikę, narzeczoną niejakiego Szwola, studenta prawa raczej lichego,ale tęgiego kulturystę, jakby żywcem wyciętego  z reklamy papierosów "Camel".Rzeczony Szwolo w celu zachowania stosownej postury jadał wyłącznie zieloną sałatę i surowego tatara. Monika wprost przeciwnie, zajadała się zrazami Taflińskiej zachowując nienaganną ,wysmukłą, sięgającą nieba, sylwetkę a jej nogi śnią się pewnie do dzisiaj wszystkim emerytowanym wykładowcom nie tylko wydziału sztuk pięknych.
  Oprócz studentek o urodzie niepokojącej i nieosiągalnej  jak wieże gotyckich katedr zapamiętałem jeszcze z "Od Nowy"  tamtych lat jednego z moich poprzedników, kierownika Tadzia Drozdowicza. Otóż rzeczony Tadeusz zapisał się po wsze czasy w kronice klubowej incydentem, którego nikt już nie potrafił później powtórzyć:  pewnego klubowego wieczoru podczas nerwowej dyskusji z bramkarzami, tak się zapędził, że krzycząc  w kierunku swego interlokutora" pierdolnij się w ten głupi łeb!" pokazał mu jak ma to zrobić i znakautował siebie samego potężną blachą w czoło.
  Nic w "Od Nowie" tamtych lat nie było takie jak na zewnątrz. Otaczająca klub gomułkowsko-gierkowska rzeczywistość  z trudem przeciskała się do środka, a nawet jak się już dostała była wyrzucana szybko za drzwi jak dla przykładu  pijany kierownik wydziału kultury  Synak Eugeniusz, którego wyprosiłem z klubu osobiście, z czego jestem dumny do dzisiaj , zachowując się w ocenie aktywu zsp-owskiego, nieodpowiedzialnie i karygodnie, bo trzeba było Genia usadzić gdzieś w kącie i niech tam sobie dogorywa.
  A kto chciał z rzeczywistością kontakt utrzymywać biegał na piędziesiątkę hanter-wodki na przeciwną stronę rynku, gdzie przy szynkwasie knajpy"Trzy korony"można się było wieczorami integrować z przedstawicielami klasy robotniczej, głównie z tramwajarzami i kolejarzami,często aktywistami ORMO.
  W podziemiach klubu, gdzie stolarze przypominający postacie z wierszy Gałczyńskiego hodowali świerszcze i za skromny pół liter przyjmowali każde zlecienie, od trumny po regały na książki, była rupieciarnia gdzie składowano różne niepotrzebne rzeczy; stare rektorskie fotele, portrety przywódców których zmiótł wiatr historii, flagi i hasła z pierwszomajowych pochodów, konferencyjne sukna i obite urny wyborcze. Któregoś wieczoru przeniosłem to wszystko przy pomocy  studentów ze sztuk na górę do sali klubowej i w oprawie muzyki Santany ( pierwsza płyta jaka pojawiła się w Toruniu) zaprezentowałem klubowym bywalcom. Działo się to 13 marca roku 1971 a rzeczony hepennig nosił nazwę "Reinkarnacje 71".
  Późną nocą,po imprezie, przyszła do mnie do domu zatroskana delegacja  aktywu zsp-owskiego z kolegami Królem i Czyżniewskim na czele i nie owijając niczego w bawełnę oznajmiła groźnie:-no tym razem, to rześ kurwa przesadził. Jak mogłeś pozwolić temu pedałowi Kondradowi ze sztuk kopulować na drabinie z  portretem towarzysza Cyrankiewicza!
   Od tego czasu, aż po dzień dzisiejszy, wiele razy mówiono mi w mało przyjemnych okolicznościach:- no ale tym razem to żeś przesadził!
   Być może, ale takie było moje życie. I niczego w nim nie chciałbym już zmieniać.I niczego mi nie żal, może tylko tych świerszczy, których od dawna nie ma już w podziemiach dawnej "Od Nowy".
                                                    AS-kierownik "Od Nowy"  70/71


oceń
0
0

( CCXXV ) TW Kopernik

poniedziałek, 22 września 2008 6:54

 Dotychczas oczywistym było jedynie, że to SB obaliła w Polsce komunę.Po przypadku prof. Wolszczana okazuje się, że ma również niekwestionowane zasługi w twórczym rozwinięciu teorii Kopernikańskiej.Dla bystrych i bezkompromisowych dziennikarzy do wyjśnienia pozostaje jeszcze kwestia kto to właściwe był ten ten cały Kopernik, na kogo donosił i jaką za to brał kasę. No i kto tak naprawdę posłał Galileusza na stos oraz jak się przekładały metody stosowane przez Inkwizycję na współczesne procedury SB.Sądzę, że i w tej sprawie znajdą się wiarygodne materiały. We właściwym czasie oczywiście.


oceń
0
0

( CCXXIV ) Pawana na cześć koleżeństwa

środa, 03 września 2008 22:38


    Problem z koleżeństwem jest taki, że odnosi sukcesy zupełnie nie wiedząc dlaczego. To znaczy koleżeństwu się zdaje , że wie, ale tak naprawdę nie wie. Tak naprawdę zwykle jest zupełnie inaczej aniżeli koleżeństwu się zdaje. No, ale sukces jest sukcesem, koleżeństwo może odetchnąć z ulgą, bo nic tak nie wpływa na samopoczucie koleżeństwa jak fakt dopięcia swego, dobicia się, dopukania  a nawet doczołgania do sukcesu. Czasami to nawet nie jest sukces, tylko taki mały sukcesik, może nawet tylko takie niewielkie ale jakże dla koleżeństwa ważne postawienie na swoim. Ale to rzecz jasna nie zmienia istoty rzeczy. Zwłaszcza gdy stawia się na swoim wbrew i z trudem. To właśnie koleżeństwo cieszy najbardziej.
  Krótko mówiąc koleżeństwo ma powody do radości.Nie wie jeszcze dlaczego i pewnie nigdy się nie dowie, ale zapewniam , że ma. Udało się. Mniejsza o to co ,ale się udało.Trochę to trwało ale nic już koleżeństwa nie będzie kuło w oczy. Bo najgorzej gdy kłuje, wtedy koleżeństwo jest poirytowane a nawet złe jak eskadra szerszeni. I wtedy lepiej nie wchodzić koleżeństwu w drogę. Wtedy lepiej stulić uszy i  podkulić ogon i w ogóle nie oddychać. Ale kiedy koleżeństwo jest w dobrym humorze  wystarczy się przymilać, łasić i lizać koleżeństwu dupę.To zazwyczaj wystarczy, choć nie zawsze. Czasami trzeba jeszcze przed koleżeństwem złożyć samokrytykę, ale to są naprawdę wyjątkowe przypadki. Tym razem raczej obejdzie się bez samokrytyki. Może wystarczy tort bezowy albo ptysie. To naprawdę zaskakujące co można z koleżeństwem przy pomocy takich ptysi załatwić. Normalny człowiek by się zrzygał po pierwszym ptysiu, a koleżeństwo wprost przeciwnie, niebo w gębie i powszechne mlaskanie.
  Skończmy jednak z ptysiami i w ogóle skończmy, bo co się czepiać ptysi  gdy wiadomo, że w pojedynkę z koleżeństwem raczej nie ma szans. Nawet nie warto zaczynać. Raczej nie warto. Warto natomiast zapamiętać, że gdy usłyszymy takie delikatne pukanie:puk,puk,puk, to znaczy, ze koleżeństwo stoi za drzwiami. Stoi i czeka. Więc może lepiej w ogóle drzwi nie zamykać?!



oceń
0
0

( CCXXIII ) W poszukiwaniu utraconych gości

wtorek, 02 września 2008 7:04

    Trwa intensywne, medialne śledztwo zmierzające do ustalenia ile osób  odwiedziło otwarte w Toruniu pod koniec czerwca Centrum Sztuki Współczesnej. Padają liczby od kilkuset do dziesięciu tysięcy, bo nie ma zgody czy do gości należy zaliczyć tylko tych, którzy  weszli do środka i kupili bilet, czy także tych co przechodzili obok  chłonnąc średnio intrygującą architekturę buddowli, a może również gości z bankietu inauguracyjnego,co znacznie poprawiłoby wynik.
  Tak czy inaczej sztuka współczesna w Toruniu pomimo  wielomilionowego wysiłku władz centralnych, regionalnych i lokalnych oraz pęczka tłustych etatów sprzedaje się słabo co żadnym zaskoczeniem nie jest. Wiadomo było od początku , że liczne grono kierowniczo-kuratorsko-programowe wyłonione według sprawdzonych postkomunistycznych  reguł ( konkurs konkursem, ale wygrać i tak musi nasz człowiek) samo niczego oryginalnego nie wymyśli, poza pomysłem zakupienia prac kolesiów. Polska sztuka współczesna, za wyjątkiem kilku nazwisk, na które CSW nie stać, jest nudna i nieciekawa po granice wymiotne, a pieprzenie, że ciemny lud ją kupi jak mu się tylko odpowiednio namiesza w głowie, żałosne.
   Pewne ożywienie i zainteresowanie, zwłaszcza młodzieży szkolnej, mogłaby wprowadzić prowadząca do budynku CSW Aleja Ukrzyżowanych członków Rady  Programowej,  ale nie wiem czy widok byłby aż tak intrygujący , że warto zainwestować  w powrozy i gwoździe.
    Cudu zatem nad Wisłą nie ma i  raczej nie będzie i tak to zwykle bywa, kiedy ludziom myli się prowadzenie parkingu z prowadzeniem egzystencjonalnego dialogu z rzeczywistością. Nie wystarczy ustawić szlaban i kasować opłaty.

oceń
0
0

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 386  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170386

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl