Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

5/2011 Festiwal Piosenki i ballady Filmowej (Gazeta Wyborcza)

środa, 10 sierpnia 2011 19:59

- Widać, że formuła Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej ma potencjał na dużą międzynarodową imprezę. Ale takiej nie da się zrealizować za 300 tysięcy złotych - mówi Andrzej Szmak, pomysłodawca i dyrektor festiwalu

Natalia Waloch: Jest pan zadowolony z drugiej edycji Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej?

Andrzej Szmak  : Jestem zadowolony szczególnie z koncertu galowego, który wypadł jeszcze lepiej niż w ubiegłym roku. Zabrzmiał bardzo, określiłbym to, imperialnie. W ostatniej chwili, już po próbie generalnej, zdecydowaliśmy z Krzesimirem Dębskim przesunąć odpalenie deszczu confetti na finał piosenki z musicalu „Dreamgirls” w wykonaniu absolutnie rewelacyjnej Katarzyny Dąbrowskiej, młodej aktorki z Teatry Współczesnego w Warszawie. Widownia aż jęknęła z zachwytu. A Katarzyna Dąbrowska to z całą pewnością objawienie festiwalu. Cieszy mnie też bardzo wysoki poziom przeglądu konkursowego. To, co zaprezentowała laureatka nagrody głównej - Patrycja Zisch - śpiewając na dodatek a capella, to artystyczny i wokalny majstersztyk.

Jakieś wpadki?

- Wpadki nie, ale oczywiście pewne rzeczy dziś bym poprawił. Trudno uniknąć błędów przy tak dużej imprezie. Jednym z nich było rozpoczęcie imprezy towarzyszącej - recitalu znakomitego kobiecego tria z Krakowa Trzy Dni Później - dopiero po werdykcie jury. Rozemocjonowani wynikami uczestnicy przeglądu opuścili salę Baja Pomorskiego, żeby rozładować emocje, i widownia była skromniejsza. Trzeba było dać jurorom, tak jak w ubiegłym roku, jakieś półtorej godziny więcej na ustalenie werdyktu - pracowaliby w większym komforcie, a dziewczyny z Krakowa miałyby pełną widownię.

A jak sprawiły się zaproszone gwiazdy? Jakieś kaprysy, skandale?

- Mam pewną niewesołą refleksję po tej edycji festiwalu. Taką mianowicie, że we wspaniałym świecie naszego show-biznesu panują w dużej mierze półamatorskie obyczaje. Mam na myśli przede wszystkim menedżerów. Wielu z nich to nie profesjonaliści, ale jedynie osoby blisko związane z gwiazdami i tak zwanymi celebrytami. Niektórym z nich wydaje się, że przez eskalację żądań i absurdalnych warunków finansowych podnoszą prestiż wykonawców przez siebie reprezentowanych. Jeśli ktoś oczekuje na dzień dobry 15 tys. zł za wykonanie jednej piosenki przez aktorkę z trzeciego planu serialowego, to żyje chyba nie na tym świecie albo wydaje mu się, że samorządowe instytucje kultury to bezmyślne krowy, które można doić do woli i bez umiaru.

Z kim miał pan problemy?

- Największe z Agnieszką Włodarczyk. Na początek, kilka dni przed Festiwalem, okazało się, że nie dotarła do niej umowa, bo jej menedżer podał do korespondencji adres zameldowania, czyli - jak się okazało - miejsca, w którym w ogóle nie przebywała. Kiedy w rozmowie telefonicznej poradziłem jej, aby zmieniła menedżera na bardziej rozgarniętego, dowiedziałem się, że to jej narzeczony. Dalej było jeszcze gorzej: poczta nie zwróciła umowy, wysłanej przesyłką poleconą. Służby finansowe Toruńskiej Agendy Kulturalnej, czyli głównego organizatora festiwalu, powiedziały, że nie wystawią duplikatu, podejrzewając, że artystka wyłudzi podwójne honorarium, a ona sama w wieczór poprzedzający koncert poinformowała mnie, że utknęła w pociągu w Błoniu, bo się zerwała trakcja, co oznaczało, że nie będzie jej na porannej próbie. Kiedy wreszcie pojawiła się w Toruniu następnego dnia, oczywiście wszędzie była spóźniona, na dodatek służby finansowe TAK nie chciały potwierdzić jej rachunku, no bo nie było umowy. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak odesłać artystkę do Warszawy, i to nie koleją, bo znowu mogła się zerwać trakcja - dajmy na to - pod Włocławkiem.

Ale jej pan nie odesłał?

- Służby finansowe TAK zmiękły na godzinę przed koncertem. A ja już wyobrażałem sobie te relacje na portalu Pudelek z procesu o odszkodowanie wytoczonego nam przez artystkę.

Przy takiej liczbie gwiazd da się w ogóle wszystko przeprowadzić bez problemów?

- Wszystko zależy od ludzi. Część gwiazd zmieniała do ostatniej chwili daty przyjazdu do Torunia, tak jakbyśmy mogli dowolnie korygować hotelowe rezerwacje. Jeśli mamy harmonogram prób i w umowie jest zapisane, że artysta ma obowiązek brać w nich udział, a kilka osób przyjeżdża na ostatnią chwilę i nagle okazuje się, że wszyscy chcą próbować o godz. 13, to jest to mało poważne. Z drugiej strony jednak, są artyści perfekcyjni do bólu i absolutnie profesjonalni. Kiedy zasiadaliśmy do pracy nad scenariuszem koncertu galowego i Małgosia Kożuchowska pojawiła się dwie minuty po czasie, Wojtek Malajkat spojrzał na nią groźnie i postukał znacząco palcem w zegarek. I naprawdę nie wiem, czy to był taki aktorski żart, czy też raczej gest dyrektora teatru.

Jakieś plotki, anegdoty?

- Kiedy skończyliśmy już pracę nad scenariuszem koncertu, Małgosia wyciągnęła telefon komórkowy i powiedziała: "A teraz w nagrodę pokażę wam mojego psa". Miała w komórce swoje zdjęcie z Zakopanego z jakimś sporym psem na ręku. Wojtek Malajkat spojrzał na nie i z kamienną twarzą zapytał: "To on w ogóle nie chodzi?".

W jury miała zasiadać Elżbieta Zapendowska, ale nie przyjechała. Co się stało?

- Nic takiego, pomyliła dni. Była pewna, że ma być w Toruniu dzień później. Kiedy do niej zadzwoniliśmy przed spotkaniem jury z pytaniem, dlaczego jej jeszcze nie ma, odpowiedziała, że właśnie się pakuje. Bardzo przepraszała za zamieszanie. Ale to podobno pani Eli się zdarza.

Ma pan pomysły na kolejne edycje?

- Widać, że formuła Festiwalu ma potencjał na dużą międzynarodową imprezę. Ale takiej nie da się zrealizować za 300 tysięcy złotych, które mieliśmy w tym roku. To i tak o 50 tysięcy więcej aniżeli w roku ubiegłym, ale wszystko pożarł VAT na usługi artystyczne obowiązujący od 1 stycznia. Trzeba znaleźć sponsora, który dołożyłby jakiś milion złotych, no i oczywiście musimy wybudować salę koncertową na Jordankach.

Może należałoby zacząć współpracę ze stacjami telewizyjnymi?

- Telewizja daje rozgłos, ale stacje dyktują swoje warunki, chcą mieć wpływ na wszystko, łącznie z tym, kogo się zaprasza na koncerty galowe. Tam decyduje target. Dlatego tyle mamy w naszej telewizji nędznych programów kabaretowych i tandetnych widowisk, a śladowe ilości imprez ambitniejszych. A jeżeli już się pojawiają, to o drugiej w nocy. Podobno Polacy uwielbiają śmiać się z byle czego, a nawet bez powodu i kołysać się w rytm disco polo jak wańki-wstańki. Na szczęście na moim festiwalu, przynajmniej jak na razie, udało się tego uniknąć.


oceń
3
2

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 383  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170383

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl