Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Znajomy stukot sabotów

piątek, 28 kwietnia 2017 13:19

 

 

 

   Zmarł Zdzisław Pietrasik, krytyk filmowy, publicysta, redaktor, znacząca postać nie tylko dla polskiego kina, ale i całej polskiej kultury, od lat związany z redakcją „Polityki”. Pomijam pojawiające się przy jego nazwisku przymiotniki: wybitny, charyzmatyczny, świetny, wyrazisty, uwielbiany, bo pewnie by sobie ich nie życzył.

   Koledzy z „Polityki” napisali, że  reprezentował ginący gatunek inteligenta wiodącego polską kulturę w szerokiej perspektywie, on zaś sam o sobie powiedział, że jest przedstawicielem pokolenia, które urodziło się  za późno (1947 r.) na rozklejanie afiszów wyborczych „Solidarności” i za wcześnie, aby zadomowić się w III RP.

(„Jacy byliśmy świetni, możemy się dzisiaj dowiedzieć jedynie z nekrologów zmarłych przedwcześnie kolegów.”)

  Na portalu „Polityki” znajdziemy rozwinięcie wstrzemięźliwej wzmianki, powielanej  w internetowych przekazach o jego śmierci  dotyczącej pierwszych lat pracy w zawodzie dziennikarskim: „publikował m.in. w piśmie studenckim ITD.”

   Otóż nie tylko publikował, ale był od początku lat 70-tych  członkiem zespołu redakcyjnego, sekretarzem redakcji, zastępcą redaktora naczelnego, wreszcie redaktorem naczelnym pisma w ostatnich burzliwych miesiącach pierwszej „Solidarności”, choć do stanu wojennego już nie dotrwał, odwołany ze stanowiska  we wrześniu 1981 roku i zastąpiony przez  młodego, dynamicznego  szefa komisji kultury zrzeszenia studenckiego Aleksandra Kwaśniewskiego.

   ITD to nie było jakieś tam studenckie pisemko,  ale największy w Europie kolorowy tygodnik studencki o ponad 100-tysięcznym nakładzie i znakomitej (od przełomu lat 70/80) szacie graficznej nawiązującej do  zlikwidowanego kultowego miesięcznika „Ty i Ja”.

  „Samo pismo było trochę klubem towarzyskim, trochę instytucją. Formalnie organ Zrzeszenia Studentów Polskich, w istocie – pierwsza praca i przystań najzdolniejszych dziennikarzy młodego pokolenia. Trampolina do wielu karier. Jak cała prasa, „ITD” objęte było państwową cenzurą, w praktyce – miało trochę większy margines swobody. Studencka kultura to też był fenomen, jak samo „ITD” także ona była wentylem i przystanią: młody teatr zwany otwartym, amatorskie kino na zawodowym poziomie, kabarety, piosenka, poezja, no i festiwale, ze słynną coroczną letnią FAMĄ w Świnoujściu, piosenką w Krakowie i teatrem we Wrocławiu. Wszystko to falowało w rytm politycznych przesileń dekady lat 70., raz było lepiej, raz gorzej, luzowano, to przykręcano oficjalną śrubę.

  Redakcja ITD była mała i bardzo zżyta. Jaki był Zdzisław? Najlepiej świadczy o tym epizod z krótkiego festiwalu „Solidarności”, po Sierpniu 1980 r. redakcja, na fali wolności i uniesień, pozbyła się wspólnie redaktora naczelnego, marksisty. Nowym, w powszechnym głosowaniu, został jednogłośnie wybrany Pietrasik. Euforia Solidarności trwała krótko, od góry czuł presję władzy, od dołu – kolegów. W wywiadzie, jakiego udzielił „Tygodnikowi Solidarność”, wspominał, że „ITD” było jak dziecinny pistolecik, który chciał strzelać.”   (portal Polityka.pl)

  Tyle koledzy z „Polityki”. Dodajmy, że tym naczelnym marksistą był red. Wojciech Furman, ściągnięty na zastępcę  z Rzeszowa, matecznika  słynnego w PRL-u szefa związków zawodowych Władysława Kruczka, przez poprzedniego naczelnego ITD Józefa Węgrzyna, któremu pismo zawdzięczało (ku zaskoczeniu całego zespołu) rewolucję graficzną, Telewizja Polska „Teleexpress”,  „Panoramę” i „Wiktory” oraz produkcję programu „Jaka to melodia”, a Warszawa jesienny maraton.

   Wojtek Furman był delikatnie mówiąc dziennikarzem nijakim,  pasującym do zespołu ITD, jak wół do karety, ale człowiekiem z gruntu dobrym, przypominającym czarny parasol, który z upodobaniem nosił. Nic się złego nie działo, dopóki był zwinięty. Pech  Furmana polegał na tym, że trafił na czasy, kiedy  parasole porywał wiatr dziejów, a jego samego historia zmiotła ze stołka naczelnego, zanim się zdążył zorientować, o co chodzi.

  Jaki zatem był Zdzisław w tamtych latach „burzy i naporu”? Pamiętam posiedzenia kolegium redagującego „Plebeya” samorządnego i  niezależnego miesięcznika społeczno-pornograficznego, skandalizującego satyrycznego dodatku do ITD.

  Raz w miesiącu do Warszawy zjeżdżał ze Śląska guru i naczelny ilustrator dodatku  Andrzej Czeczot. Rezydował przez dwa dni na koszt redakcji w „Hotelu Europejskim”. Tam schodzili się wszyscy, którzy mieli lub też chcieli mieć  w „Plebeyu” coś do powiedzenia. To był satyryczny sabat czarownic, w  którym obok Czeczota uczestniczyli, Dudziński, Waniek, Goebel, Krauze, Zębaty, Kreczmar, Rybiński, Friedman, bywał chyba  nawet Kutz (autor anonimowego jadowitego pocztu reżyserów polskich) o osobach towarzyszących, także zupełnie przypadkowych, nie wspomnę. (Kto miał kiedykolwiek w ręku numer słynnego francuskiego skandalizującego pisma satyrycznego „Harakiri”, to może sobie wyobrazić atmosferę tych spotkań.)

  Tak wysmażony, piekielnie zjadliwy, satyryczny pasztet  lądował następnie razem z Czeczotem,  Rybińskim i Goeblem w gabinecie redaktora naczelnego ITD Zdzisława Pietrasika na 7 piętrze wieżowca przy ulicy Wroniej, gdzie był poddawany ostatecznej obróbce, przed skierowaniem jeszcze nie do druku, ale do cenzury. Towarzyszyły temu karczemne awantury, rwanie włosów, kabalistyczne zaklęcia, powoływanie się na ideologów wszystkich możliwych nurtów filozoficznych i politycznych, nawoływania do zachowania umiaru, próby studzenia artystycznych i publicystycznych emocji. Wszystko po to aby, kolejny numer „Plebeya” wrócił z cenzury możliwie jak najmniej  posiekany i wykastrowany.

  I to się udawało, głównie dzięki Zdzisiowi, który potrafił zapanować nad całą tą artystyczno –publicystyczną erupcją dzięki takim cechom jak wrodzone umiejętności mediacyjne, specyficzne poczucie humoru, subtelna ironia, trzeźwe, ale nie kunktatorskie spojrzenie na rzeczywistość , wreszcie jakieś wewnętrzne ciepło, które rozbrajało nawet najbardziej zapiekłych rewolucjonistów.

  Ukazało się pięć albo sześć numerów „Plebeya”, przez wiele lat można je było kupić na bazarze w Rembertowie w cenie dalekiej od umiarkowanej. Niedawno zadzwonił do mnie ktoś z Biblioteki Narodowej, że poszukują  brakujących numerów i pytał, gdzie można je zdobyć. Nie wiem, chyba nigdzie.

  Od tamtego czasu minęło prawie czterdzieści lat, czterdzieści lat od dnia, w którym Zdzicho Pietrasik – naczelny ITD poszedł na naradę do Wydziału Prasy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w podkoszulku pod marynarką , drewnianych sabotach i znaczkiem "Solidarności" w klapie . I tak stukał tymi sabotami po korytarzach Komitetu, że  poirytowani towarzysze postanowili go bezzwłocznie zdjąć ze stanowiska, żeby im już nigdy więcej nie hałasował.

  Teraz Zdzisio może  sobie chodzić w sabotach do woli,  może znowu spierać się o dziejową rolę satyry  z Andrzejem Czeczotem, Maćkiem Rybińskim i wszystkimi związanymi  kiedyś z ITD postaciami, którzy są już po tamtej stronie i którym stukot sabotów Zdzisia nigdy nie przeszkadzał.

Andrzej Szmak ITD   1977-1981


oceń
11
0

My jesteśmy jacyś inni

środa, 05 kwietnia 2017 11:40

 

   Posłanka  Nowoczesnej JSW,  autorka słynnego zawołania „Dość dyktatury kobiet!” ujawniła niedawno, że  posłowie jej partii są inni, mówią inaczej, inaczej patrzą na świat a nawet inaczej wyglądają. Rodzi to podejrzenie, że Petrulowcy, tak dalece różnią się od pozostałych parlamentarzystów i obywateli, że być może w ogóle  nie są ludźmi tylko cyborgami. Pytanie tylko czy w wersji sztucznych tworów wyposażonych w ludzki mózg, czy ukrytej w ludzkim ciele sztucznej inteligencji? Sądząc po wypowiedziach posłanki JSW w grę wchodzi raczej ten pierwszy wariant.

  Tym, którzy wątpią w istnienie cyborgów w naszym parlamencie  polecam film „Ghost in the Shell” ze Scarlett Johansson w roli policjantki major Motoko Kusangi, cyborga z ludzką inteligencją. Jest to fabularna wersja kultowej japońskiej mangi (komiksu)  w której aż roi się od dylematów dotyczących istoty ludzkiej egzystencji, począwszy od pytania  co oznacza być człowiekiem i kim byliśmy w przeszłości  a kim jesteśmy teraz.

  Bohaterów mangi wyróżniają  charakterystyczne duże oczy i często nienaturalny kolor włosów. Poniżej prezentujemy  posłankę JSW w konwencji mangi. A co się tak naprawdę za tym wcieleniem  kryje pewnie   dowiemy się niebawem.manga.jpg


oceń
24
1

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 372  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170372

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl