Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Złote Karety "Nowości" - nieświeży jubileusz

środa, 25 marca 2015 21:53

    Trochę to trwało i wymagało użycia liczydła, ale w końcu ustaliłem ponad wszelką wątpliwość, że obchodzony w lutym z wielkim szumem jubileusz XX-lecia  Złotych Karet "Nowości" redakcja opóźniła o rok. Skoro bowiem po raz pierwszy  Złote Karety   w zmienionej przeze mnie, a ściślej mówiąc rozbudowanej, formule przyznawaliśmy w roku 1995, za rok poprzedni, to jakby nie liczyć dwudziesta edycja przypadała w roku ubiegłym. Wielce to zaskakujące, że taki przejaw niestaranności przytrafił się w niemieckiej gazecie (Verlagsgruppe Passau) , której właściciele i prezes Frau Dorota Stanek ponad wszystko cenią sobie porządek i akuratność zawarte w ich ulubionym powiedzeniu "Ordnung muss sein".

     Jak się okazuje w "Nowościach"  nie do końca wszystko  muss sein.

   Tymczasem laureat Złotej Karety z roku 2009 tancerz Artur Cieciórski takiego błędu nie popełnił i pochwalił się na swoim blogu, że wówczas Karety były wręczane po raz piętnasty. Czyli co, można policzyć starannie? Można!

   Tak więc uczestnicy tegorocznej jubileuszowej gali w Dworze Artusa mogą się czuć z lekka zawiedzeni  bo jak się okazuje brali udział w imprezie mocno przeterminowanej, czyli używając języka Bułhakowa, drugiej świeżości.

    Z kolei red. Szymon Spandowski, który 3 stycznia br. w internetowym wydaniu "Nowości" co prawda popełnił ten sam błąd opatrując informację tytułem: " Redakcja "Nowości" tradycyjnie uhonoruje ludzi sukcesu. Nasze Karety obchodzą XX-lecie", ale przynajmniej poprawnie przypomniał nazwiska  laureatów I edycji, gubiąc jedynie Karetę  przyznawaną aktorom.

   Należy bowiem dodać , że od połowy lat 70-tych ub. wieku do roku 1993 Złote Karety otrzymywali wyłącznie lokalni aktorzy teatralni ( także Baja Pomorskiego)  a zmieniona przeze mnie w roku 1994 formuła obejmowała  Karety przyznawane w dziedzinach: kultury, nauki i edukacji, przedsiębiorczości, sportu i aktywności obywatelskiej. Pierwotne  Karety przyznawane aktorom pozostały, z tym, że otrzymywali je odtąd  głównie aktorzy występujący na festiwalu "Kontakt", także zagraniczni. I tak za rok 1994 Złotą Karetę otrzymała Elena Starobud, aktorka z moskiewskiego Teatru na Pokrowce.

   Karetę wręczałem jej osobiście w maju roku 1995 w Moskwie w asyście red. Załuskiego, co powinien pamiętać  przynajmniej z dwóch powodów: ciepłego piwa "żigulowskiego",  przed dworcem Białoruskim oraz równie paskudnych pastylek miętowych , którymi częstował nas  ambasador Stanisław Ciosek. No i topole  tamtego maja strasznie w Moskwie pyliły.


oceń
29
0

O roli narodu w społeczeństwie

poniedziałek, 23 marca 2015 23:08

 

   Wśród spraw wymagających natychmiastowego załatwienia najpilniejsza jest sprawa wymiany polskiego społeczeństwa. Coraz wyraźniej daje się bowiem zauważyć, że społeczeństwo nasze nie stanęło na wysokości zadania i nie sprostało wymaganiom, jakie postawiła przed nim demokracja i wolny rynek. Gdziekolwiek zajrzymy, wszędzie bałagan, prywata, korupcja, masoni, Sodoma i Gomora (patrz: molestowanie) oraz rozkradanie dziedzictwa narodowego.

   Górnicy zapiekli i strajkujący, kolejarze grożący strajkiem ,tyle że zgodnie z rozkładem jazdy, chłopi przy władzy pazerni na wszystko co może im wpaść w ręce, bankowcy, no o bankowcach to nawet lepiej nie wspominać, wiadomo- łapówki za kredyty, a kredyty we frankach, wojsko nie chce kupować polskiego uzbrojenia, generałowie nadmiernie gadatliwi, biznesmeni utuczeni na kredytach, których nie spłacają, komornicy też utuczeni na ludzkim nieszczęściu, celnicy przekupni, urzędy skarbowe bezwzględne, nauczyciele pozbawieni powołania, lekarze i artyści podobnie, sportowcy leniwi i myślący tylko o tym, jak by tu przejść na zawodowstwo, piłkarze zawodowcy, ale tacy, że pożal się Boże, dziennikarze patrz celnicy, a poza tym do cna zdemoralizowani oraz na usługach obcego kapitału, wymiar sprawiedliwości ślamazarny i nierychliwy, księża patrz: chłopi, a nawet jeszcze bardziej, bandyci bezwzględni i okrutni, profesorowie w radach nadzorczych zamiast na uczelniach, studenci wprawdzie jeszcze na uczelniach, ale zajęci szukaniem pracy w obcych krajach, arystokracja wymarła albo spsiała, autorytety upadły, cudotwórcy i uzdrowiciele pozbawieni charyzmy, prorocy nieobjawieni.

   W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak zacząć budować społeczeństwo od podstaw, czyli od początku. Nie bardzo tylko wiadomo gdzie tego początku szukać. Czy należałoby cofnąć się aż do czasów Mieszka I i jego koncepcji budowy silnego ośrodka władzy państwowej (patrz średnio udany film "Gniazdo"), czy może raczej oprzeć się na pomysłach margrabiego Wielopolskiego? Choć to postać niejednoznaczna i poniekąd  podejrzana.

   Nie należałoby też odrzucać wszystkiego co na temat Polaków miał do powiedzenia Fryderyk Wielki, Bismarck, caryca Katarzyna, Marks czy nawet Józef Wissarionowicz.

   Być może jednak wystarczyłoby odwołać się do złotych myśli marszałka Piłsudskiego, lecz tu powstaje problem, którego Piłsudskiego - tego z czasów PPS-u, Legionów, konstytucji marcowej, kwietniowej, a może z przewrotu majowego?

   Wybór punktu odniesienia jest nader istotny, może nas bowiem uchronić przed błędami, które popełniono w połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, opierając budowę nowego społeczeństwa Polski Ludowej na czterech tysiącach komunistów z PPR-u, z których znaczna część nawet nie wiedziała, że do niej należy, a kiedy się wreszcie dowiedziała ze strachu bała się zaprzeczyć.

   W świetle powyższych doświadczeń i całej późniejszej historii PRL wydaje się konieczne przyjęcie za punkt wyjścia przynajmniej nieco szerszej bazy społecznej o wyraźnie skrystalizowanych poglądach i przekonaniach, i to najlepiej w okresie, kiedy mogły się one kształtować w sposób możliwie naturalny i swobodny.

   Z drugiej strony nie należy jednak przesadzać i nie szukać płaszczyzn porozumienia opartych na wzorach Frontu Jedności Narodu, WRON, ORMO czy większości obecnych partii politycznych.

   Dzieje różnego rodzaju komitetów ocalenia narodowego, ponad miarę rozbudowanych i odwołujących się do często egzotycznych grup społecznych, pokazują, że zanim komitety te zdążyły cokolwiek ocalić, pogrążały się w walkach frakcyjnych i same się unicestwiały (patrz: historia Wielkiej Rewolucji Francuskiej oraz polskich powstań narodowych, a zwłaszcza powstania styczniowego).

   Jedno natomiast nie ulega wątpliwości. Otóż w budowie nowego, odpowiadającego wymogom czasu i oczekiwaniom cywilizowanej Europy społeczeństwa polskiego należy śmiało i konsekwentnie oprzeć się na narodzie. Już bowiem Norwid odkrył (i nikt tego dotychczas nie ośmielił się zakwestionować), że społeczeństwem jesteśmy żadnym, ale za to narodem wielkim. Tak naprawdę powiedział to w odwrotnej kolejności, ale po co od razu trzymać się składni defetystycznej? Nasze zadanie polega na tym, żeby opierając się na zdrowej tkance narodu, stworzyć równie zdrowe i silne społeczeństwo.

   Szkoda tylko, że Norwid nie zostawił nam praktycznych wskazówek, jak oddzielić wielki naród Polaków od skarłowaciałego i zdegenerowanego społeczeństwa obywateli Rzeczpospolitej Polskiej. Z tymi wieszczami to tylko kłopot. Niby powiedzą coś mądrego, ale jakby nie wszystko, czyli nigdy nie do końca.

   Ten tekst z niewielkimi zmianami opublikowałem 27 marca roku 1994 w tygodniku "Wprost". Od tego czasu minęło ponad dwadzieścia lat, wiele razy zmienił się wydawca, redaktorzy naczelni i linia programowa tygodnika, a tekst jakby nic nie stracił na swojej aktualności. Ale to żaden powód do satysfakcji. as


oceń
21
0

Świat według Sikorskiego

czwartek, 19 marca 2015 9:20

  

   Marszałek Sejmu Radosław z Chobielina Sikorski wybiegł przed orkiestrę, a raczej przed kondukt żałobny i zaćwierkał na Twitterze w kilka godzin po zamachu terrorystycznym w Tunisie, że zginęło w nim siedmiu polskich turystów. Jeszcze wcześniej Prezydent RP Bronisław Komorowski zapowiedział żałobę narodową i kazał opuścić flagę państwową na pałacu prezydenckim do połowy masztu.

   Tymczasem według oficjalnych informacji władz tunezyjskich w zamach najprawdopodobniej zginęło dwóch obywateli polskich, a następnych dwóch turystów nie można odnaleźć.

   O ile działania prezydenta Komorowskiego czytelnie wpisują się w tzw. "promocję nekrologową" (w tym przypadku harmonijnie łącząca się z kampanią wyborczą) mającą świadczyć o szczególnej wrażliwości Prezydenta na nieszczęścia  spadające na jego rodaków (w tej sytuacji jednak flaga na pałacu Prezydenckim powinna być opuszczona  przez wiele dni w roku), to żywiołowej twórczości internetowej pana marszałka Sikorskiego nie da się inaczej wytłumaczyć, jak chęcią popisania się przed narodem wyjątkową, jemu tylko dostępną, wiedzą. Hasanie na Twitterze   niczym jakaś egzaltowana licealistka, w ogóle nie przystoi urzędnikowi tej rangi, trzeba przy tym pamiętać, że w polskiej polityce takich przypadków mamy znacznie więcej.

   Kiedy jednak przychodzi co do czego, wszystkie te atrakcyjne narzędzia komunikacji społecznej wykorzystywane przez polityków i urzędników w mało odpowiedzialny, a nawet wręcz niefrasobliwy sposób tylko pogłębiają chaos i dezinformację, potwierdzając tezę, że państwo nasze istnieje tylko teoretycznie. Ale za to przy suto zastawionym stole i w rytmie odmierzanym przez zegarki warte po kilkadziesiąt tysięcy złotych każdy.

PS. Pani rzecznik  rządu ubrana w czerwony kubraczek na konferencji prasowej pani premier (która z kolei miała na plecach doczepiony jakiś długi, dziwny ogon) poświęconej  zamachowi w Tunisie dowodzi, że ten rząd, niezależnie od okoliczności, najchetniej uprawia politykę w stylu jarmarczno-odpustowym. Brakowało tylko wiatraczków z prezydentem Bronisławem i lizaków na patyku z hasłem "wybierz zgodę i bezpieczeństwo".


oceń
22
0

Galeria jednego obrazu

sobota, 14 marca 2015 17:47

 

 

   Hipolit Lipiński - "Przemiana"

 

przemiana.jpg

"Okazało się, że ludzie idą nie wprost, lecz skokami, w prawo, w lewo, w tył, plączą się, załażą jak karaluchy w szczeliny, całymi latami wiją się na plecach, przebierając łapkami i wszystko to razem nazywa się życiem". (Ilja Erenburg. "Życie i śmierć Mikołaja Kurbowa")


oceń
24
0

Taki pejzaż

niedziela, 08 marca 2015 20:26

 

   Pamięci Michała Kokota, artysty przyjaznego ludziom, w pierwszą rocznicę śmierci.

 

   Wyszliśmy z Marcysiem na pola. Aż po horyzont falowały nieskończenie piękne łany zbóż. Gdzieniegdzie tylko zaskoczone niespotykanym widokiem oko napotykało kępy starych lip albo też urywający się niespodzianie szpaler wierzb rosochatych.

   Niebo nad polami było świetliste, poprzecinane delikatnymi smugami szybkoskrzydłych aniołów.

   Marcyś nurzał się w złotawej zieloności i jak łódka brodził odkładając na boki a to kąkol, a to dzięcielinę przetykaną chabrami, a to resztki po ulotkach wyborczych miejscowego wójta, które wiatr przywiał ze wsi.

   Z oddali dochodziły rześkie dźwięki orkiestry strażackiej przygrywającej na pikniku towarzyszącym blokadzie wiejskiej drogi.Trwały właśnie ćwiczenia przed planowanym nazajutrz zajazdem mostu autostradowego słynnej autostrady Amber One  łączącej upadłe rybackie porty Bałtyku z dogorywającymi kopalniami Śląska. Miejscowi chłopi sprawnie wysypywali z traktorowych przyczep pszenicę, rzepak, zeszłoroczną kiszonkę i świeży,dymiący jeszcze gnój wybrany spod inwentarza żywego oraz jednostek wyrzuconych na margines wiejskiej społeczności.

   Co jakiś czas dźwięk orkiestry zagłuszało groźne niczym wzburzone morze: hurra!!! To pozorowano atak na Agencję Własności Rolnej. Słychać było taczanki zajeżdżające ostrym kłusem pod gospodę "Chwilówka", w której umieszczono tymczasowy punkt dowodzenia gminnej komendy PSL.

   Spłoszone bociany krążyły nad wsią niczym bombowce legionu "Kondor", leniwie obsrywając dachy chałup.

   Marcyś splunął przez zęby i z kapoty pamiętającej czasy Wincentego Witosa wyłuskał zręcznie mieniącą się w słońcu niczym kryształ flaszkę "extra żytniej". Pewnie w tych okolicznościach wystarczyła by "poznańska gorzka", ale Marcysia do "poznańskiej gorzkiej": nigdy nie ciągnęło.

   Przysiedlim my z Marcysiem niespiesznie na miedzy, akurat w miejscu gdzie w czterdziestym ósmym ubecy zatłukli ostatniego miejscowego zwolennika renegata i zdrajcy Mikołajczyka. Stał tu jeszcze skromny krzyż dębowy,bez tabliczki i bez znaku żadnego, niepozorny taki, że nawet gdyby go ustawiono na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim, jak nic nie wadziłby nikomu.

   Od miedzy ciągnęło szałwią i dziką miętą aż kręciło w głowie. Horyzont się rozmazał i rozjechał, anioły na niebie zaczęły kręcić przedziwne figury, zboże szumiało niczym południowy ocean. A przecież nie wypiliśmy jeszcze ani kropelki.

   Marcyś delikatnie odkręcił nakrętkę z flaszki i zaczął czemuś przyglądać się jej podejrzliwie. I łza mu nagle zakręciło się w oku.

- Marcyś zapytałem  szczerze zaniepokojony, - Marcyś, co ci? Nie będziem my dzisiaj pić?

   Marcyś załkał tylko, odwrócił flaszkę do góry dnem i patrząc smętnie jak "żytnia" bezpowrotnie, nieodwołalnie i raz na zawsze wsiąka w miedzę, wyszeptał cicho: - a skąd ja kurwa mam wiedzieć czy ta "żytnia" nie jest pędzona z ruskiego zboża?

   I nagle cisza zaległa nad polami, hałasy we wsi umilkły i tylko anioły darły się na firmamencie:- Hossanna! Hossanna!

   Ale aniołom to przecież wolno. Tak, że nie mieliśmy z Marcysiem żalu do nich żadnego, ani jakiej pretensji.


oceń
26
0

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  180 415  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 180415

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl