Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

( CLXXXI ) Lektura uzupełniająca: "Jajo Kopernika"- Gazeta Pomorska

środa, 27 lutego 2008 23:43
   Częsta obecność w mediach, hotele trzeszczące w szwach, natłok inwestorów. Jakich kruczków użył Toruń, żeby to osiągnąć?

 
Kopernik? UMK? Rydzyk? Piernik? Wszystkie te medialne hasła związane były z Toruniem od dawna, a jednak dopiero w ciągu kilku ostatnich lat przekładają się na pieniądze.

Wiking - założyciel
Podczas Nocy Muzeów przed toruńskim ratuszem ustawiła się stumetrowa kolejka turystów. Stałem tuż za parką z Trójmiasta: - No zaj...e jest to miasto - cmokał chłopak. - Rewelacja - wtórowała dziewczyna, przestępując z nogi na nogę podczas półtoragodzinnego oczekiwania.

Gdy cała Polska zaczęła dyskutować o rzeźbie krzyżackiego mistrza w Toruniu Andrzej Szmak zacierał ręce. Tym bardziej że rzeźba istnieje na razie tylko w jego wyobraźni.

- Nie będzie żadnego pomnika, pod którym składałoby się kwiaty - zapewnia Szmak. - Chodzi o wkomponowanie w przestrzeń rzeźby Krzyżaka. A niby dlaczego nie? Mamy udawać, że Toruń założyli wikingowie?

Andrzej Szmak, były dziennikarz, obecnie szef wydziału informacji i promocji w ratuszu wywalczył sobie pozycję, którą uwielbiał jako felietonista: jego pomysły na promocję dla niektórych są idiotyzmem czystej wody, dla innych - mistrzostwem w branży PR, ale mówi o nich cała Polska.

Herman na sedesie
Do klasyki marketingu zaliczana jest przez fachowców akcja wymyślona przez Szmaka jeszcze w czasach, gdy szefował toruńskim "Nowościom”. Gdy miasto zafundowało sobie nową nawierzchnię na głównym miejskim deptaku, Szmak wypożyczył z cyrku słonia. Na Szeroką przyszły tłumy.

Na okoliczność krzyżackiej awantury Szmak na prywatnym blogu napisał słowa do piosenki "Jożin z bażin”, czeskiego hitu ostatnich tygodni: "Herman z Langen już w Turyngii znika, Herman z Langen znowu spadł z pomnika. Herman z Langen! - Już się w świecie niesie: Stanąć to se możesz w Thornie na sedesie!”
- Pomysł z Krzyżakami bardzo mi się podoba - mówi Marcin Czyżnie­w­ski, były rzecznik prasowy prezydenta. - Szmakowi udało się nie zurzędniczeć, a to trudna sztuka.

O ile wbijając się w urzędniczy garnitur dyrektor Szmak musi panować nad ciętym językiem, o tyle na blogu (- Po godzinach urzędowania pozostałem dziennikarzem) może sobie pofolgować.(...)

Przypadki Rydzyka
Torunianie mają do swoich włodarzy pretensje o most, stadion czy autostradę, ale z drugiej strony liczba turystów odwiedzających Toruń zwiększyła się w ostatnich latach o kilkaset tysięcy, panorama Torunia uznana została za drugi cud Polski, w mediach o Toruniu mówi się nie mniej niż o Poznaniu i Szczecinie razem wziętych. W dziedzinie zarobków miasto po raz pierwszy od dziesiątek lat wyprzedziło Bydgoszcz, a pod Toruniem trudno zliczyć japońskie fabryki, które - choć płacą marnie - to jednak zlikwidowały okoliczne bezrobocie. Kamienice na Starówce sprzedają się na pniu, ceny mieszkań w najlepszych punktach dobiły do 10 tys. złotych za metr. Wśród klientów niemal same obce rejestracje.
Co nabija tę koniunkturę? Chyba nie ojciec Rydzyk?

- To paradoks, bo styku pomiędzy miastem a rozgłośnią prawie nie ma - mówi Mariusz Sidorkiewicz z TVN 24. - Ale za sprawą ojca Rydzyka słowo "Toruń” odmieniane jest przez wszystkie przypadki.

Piętno dla miasta? - Chyba nie - zastanawia się Adam Szulc z reklamowej Agencji GRA. - Owszem, gdy pojawiam się u znajomych w Łodzi czy w Warszawie, zawsze pytają, co tam u o. Rydzyka, ale zaraz później mówią, że to takie fajne miasto.

Zakopane proporcje
Według Sidorkiewicza nie ma mowy o zbiegu okoliczności: - Toruń nauczył się skutecznie wykorzystywać media - dodaje Sidorkiewicz. - Polityka informacyjna w Toruniu i w Bydgoszczy to dwa różne światy. Przykład pierwszy z brzegu - załatwienie wjazdu wozu transmisyjnego na Starówkę zajmuje w Toruniu kwadrans, w Bydgoszczy czekamy godzinami. Wydarzenia kulturalne w Toruniu są zaaranżowane w taki sposób, żeby być pokusą również dla mediów. Że Toruń jest obecny w mediach nieproporcjonalnie do swej wielkości? To nonsensowny argument. Kazimierz i Zakopane też nie są wielkie.

Wydział Informacji, Promocji i Turystyki to dziesięć osób. Zgrana ekipa, w której dyskusje przenoszą się często z urzędu do pubu. Andrzej Szmak rozsypuje wtedy na stole dwa komplety puzzli. Zwycięski zespół inkasuje stówę na piwo.

Urzędnik niższej kategorii zaszeregowania: - Szmak się trochę nie komponuje z urzędową nudą. Jego pomysły przyprawiają innych dyrektorów o palpitację serca. Lubi, gdy się coś dzieje, a gdy się nie dzieje, bawi się puszczaniem w obieg plotek o samym sobie. Mogę sobie wyobrazić, co działo się w głowie prezydenta na widok słomianego łabędzia przy Bulwarze Filadelfijskim. Ale skuteczność takich "zadziałań” jest poza dyskusją.


Łabędź i pięść
Rzeźba łabędzia miała pierwotnie upamiętniać wydarzenie, za sprawą którego przez kilka tygodni Toruń nie schodził z pierwszych stron gazet. Magistrat nie podzielił jednak "feelingu” Szmaka i sprawa rzeźby się rozmyła. Wtedy Szmak postawił na Bulwarze postument ze słomianym łabędziem: - Mamy takiego łabędzia, na jakiego nas stać - ogłosił.

Łabędź za kilkaset złotych obiegł wszystkie stacje telewizyjne, po czym - gdy już się opatrzył - przeobraził się w jajo, które trafiło do muzeum.
Przy Bulwarze stoi już sławna łódź - Katarzynka, która pojawiła się na planie "Rejsu”. Notabene film Piwowskiego (którego akcja rozpoczyna się w Toruniu) też został upamiętniony stosowną tablicą. W planie jest aranżacja poświęcona innej produkcji filmowej kręconej w Toruniu - "Prawo i pięść”

Ze Starówki znikło 300 nielegalnych banerów, zamiast reklam na kawiarnianych parasolach pojawiło się logo miasta. Betonowe kwietniki zastąpiono wysmakowaną małą architekturą. Na trotuarze przed Dworem Artusa pojawiła się kolekcja związanych z miastem gwiazd - od Bogusława Lindy po Leszka Balcerowicza. Na kamienicach zabłysły tablice upamiętniające wizyty historycznych postaci w Toruniu, a przed katedrą św. Janów symbole kupieckich rodów starego Torunia.

 


Gdy już spożytkowano promocyjnie większość chwytliwych wątków z dziejów miasta, Toruń w wirtuozowski sposób usynowił postacie - mówiąc delikatnie - w swobodny sposób zeń związane. W ten sposób miastu przybyło Muzeum Podróżnika im. Antoniego Halika wyposażone w zbiory podróżnika - wszak Halik urodził się w Toruniu. Gród Kopernika przejął też pamięć po - wydawałoby się bez reszty krakowskim - Zbigniewie Lengrenie, twórcy rysunków o profesorze Filutku umieszczanych przez kilkadziesiąt lat w "Przekroju”.

Andrzej Szmak: - Po śmierci artysty byłem przekonany, że Kraków będzie chciał wykorzystać spuściznę Lengrena, ale tak się nie stało. Dziś Filuś, pies profesora Filutka jest jednym z najpopularniejszych ulicznych gadżetów.

Gdy bydgoski student rodem z Nakła Rafał Blechacz przyjechał po wygranym Konkursie Chopinowskim na recital do Torunia, na sąsiedniej kamienicy pojawiła się figura blaszanego kota Blachacza. Dziś w kamienicy jest już "Pierogarnia pod Blaszanym Kotem”, a sam kot trafił do anegdot sprzedawanych przez przewod-ników turystom.

Potop w promocji
Blaszany Kot sąsiaduje z barem "Miś”, który przeszedł metamorfozę w szmakowym stylu. Podłej klasy peerelowski bufet siał grozę na szykownej Starówce.
- Postanowiliśmy uczynić z tej szkaradności cnotę - mruga okiem dy­rektor toruńskiej promocji. Właścicielom baru zaserwowano pakiet pomysłów - wkrótce miejsce upodobniło się do baru z "Misia” Stanisława Ba­rei, a aluminiowe miski z łyżkami przytwierdzonymi łańcuchem są atrakcją, bez sfotografowania której nie wypada wyjeżdżać z Torunia.

Siła oddziaływania telewizyjnej kamery sprawiła, że Szmak postawił na wielkie plenerowe widowiska. Więc do miasta wjeżdżają szwedzkie wojska albo król Jagiełło. W zamkowej fosie tłumy zbierają się na plenerowych inscenizacjach oper albo pokazach teatrów ulicznych.

- Chodzi nam o to, żeby rozwijać turystykę, ale nie w kierunku turystycznej masy, która odbija się dziś czkawką w Krakowie - precyzuje Szmak. - Lepiej postawić na gości z wyższej półki - uczestników konferencji, zjazdów i prawdziwych turystów, a nie ubogich Anglików, którzy chcieliby się w Polsce tanio zabawić.
Prezydent Michał Zaleski uważa, że przed Toruniem jeszcze mnóstwo pracy: - Najpierw trzeba zadbać o fundamenty - drogi, kanalizację, wodociągi - zastrzega Michał Zaleski. - Jeśli tego nie zrobimy, goście przy­jeżdżający do Torunia prędzej czy później zauważą te słabe strony.

Wizja Torunia autorstwa Szmaka nie wszystkim przypada do gustu: - Owszem, niektóre pomysły były niezłe, na przykład łabędź. Ale mam żal do Andrzeja Szmaka. Pomysły na promocje są świetne, o ile są autorstwa pana Szmaka. Ale w tym mieście mieszka wielu artystów. Ich problem polega na tym, że nie mają gdzie zaistnieć, bo magistrat stawia na duże, medialne imprezy. Stypendia dla toruńskich twórców są żałośnie niskie. Zdumiewa mnie, że miasto nie potrafi wesprzeć świetnego kabaretu Niko Niakasa - uważa prof. Witold Chmielewski.

Student Cogito
Według Chmielewskiego taka filozofia wypycha najlepszych miejscowych twórców do Warszawy.

Kontrowersje budzi również fakt, że większość konkursów na aranżacje plastyczne w mieście wygrywa Zbigniew Mikielewicz, uchodzący za ulubionego artystę dyrektora.

Sam Szmak uważa te zarzuty za pozbawione podstaw: - Moją rolą jest pro­mocja miasta, pieniądze na wspieranie kultury ma inny wydział. A o jakości prac Mikielewicza najlepiej świadczy ich popularność wśród turystów. W najbliższym czasie w Toruniu pojawi się nowa aranżacja - tym razem dotycząca Zbigniewa Herberta. Poeta kilka lat mieszkał w toruńskim akademiku podczas studiów, ściślej mówiąc - waletował. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać
.

 Adam Willma
adam.willma@pomorska.pl

oceń
0
0

( CLXXX ) Apetyt na Oskara

poniedziałek, 25 lutego 2008 22:24

   Jak było do przewidzenia, "Katyń" Oskara nie dostał, bo to film słuszny jest, ale nie najlepszy niestety. Niedobre dialogi tam są i bohaterowie tacy jacyś bardziej z wypisów szkolnych Macieja Gertycha.

  Z Oskarem problem to my mamy taki, że się on nam słusznie należy, ile w końcu można czekać? Tylko , że polskie filmy, które uwielbia polska publiczność do Oskara jakoś nie pasują. Weźmy choćby taki "Testosteron", nad którym się roztkliwiają nawet nasi krytycy, taki on głęboki i brawurowo zagrany, taka w nim prawda o życiu, że nic tylko wyjść za stodołę i sobie ulżyć. I co z tego, skoro w tym temacie wszystkie Oskary zagarnęli już dawno i na zapas Czesi . A jak jeszcze jakiś został, to sfilmują kolejnego Hrabala i zagarną. Nic tam po nas.

 Z kolei nasza rzeczywista czy też wydumana przez publicystów skrajnie nam nieprzychylnych niechęć lub choćby tylko dystans do Żydów spowodowały, że filmy o nich robią inni i zagarniają Oskary jeden po drugim ( w tym roku austriaccy "Fałszerze"). A dla nas zostają tylko ochłapy, w postaci Oskara za scenografię  do "Listy Schindlera". Jeden "Pianista" to za mało, aby odnieść sukces w Ameryce. Dlaczego nie zrobimy filmu o polskich Żydach, krawcach i kuśnierzach, którzy zakładali Hollywood ? Przecież to dzięki nim ten interes tak wspaniale kręci się do dzisiaj.

   To jest temat na Oskara, to jest droga, na którą powinna wkroczyć śmiało nasza kinematografia. 

  Wybijmy sobie z głowy raz na zawsze. Nie dostaniemy już Oskara za naszą martyrologię, nie dostaniemy też za filmowe wycinanki w stylu "Lejdis". Ciągle jednak mamy szanse  w animacji. O ile nauczymy się pociągać za sznurki samodzielnie.


oceń
0
0

( CLXXIX ) Eskadra w Opolu

środa, 20 lutego 2008 7:26

   Po nieudanym lądowaniu w Bydgoszczy (pieszczotliwie zwanej Bydzią), grupa marketingowa "Eskadra" przyziemniła szczęśliwie za 150 tysięcy dudków w Opolu, siejąc wśród mieszkańców tego prastarego, piastowskiego grodu zamęt i konsternację.

   A wszystko za sprawą sloganów i haseł będących rozwinięciem  zaproponowanej dla Opola Big Idei "Kwitnące Opolskie". A oto jedno z nich: "Do kwitnącego chce się wracać. Pszczoły też wylatują, ale wracają, bo tylko w ulu mogą robić słodki miód".

 Zdaniem wielu załamanych Opolan  dalsze, twórcze rozwinięcie Big Idei to hasło: "Przekwitasz? Przyjedź na Opolszczyznę! ".

  Ja bym jednak  radził mieszkańcom Opola zachować spokój i nie dramatyzować ("super agencja Eskadra wycyckała opolskich notabli !"). Mogło być gorzej. Widać szefowie Eskadry naczytali się ostatnio Kubusia Puchataka i teraz twórczo przetwarzają jego myśli na język marketingu miejsc. Strasznie to będzie dopiero, jak zabiorą się za Lenina i jego ulubione powiedzenia marketingowe "lepiej mniej, ale lepiej", czy też "kadry, kadry, jeszcze raz kadry!".

   Natomiast wszystkim gospodarzom miast i miasteczek polskich, którzy zastanawiaja się właśnie, czy warto wydać kilkaset tysięcy złotych na cytaty z "Kubusia Puchatka", czy "Małego Księcia", żeby być cool oraz trendy i mieć swój oryginalny branding polecam  garść opinii Simona Anholta, uważanego za czołowego światowego eksperta w tworzeniu strategii marek krajów, miast i regionów:

   "Daje się zauważyć narastajacą tendencję decydentów z miast, regionów i państw do przekonania, że wizerunek ich miejsca da się łatwo poporawić dzięki sprytnej komunikacji - a z takimi przekonaniami należy walczyć. Jeśli produkt jest dobry, to naturalnym jest zakomunikowanie jego jakości odbiorcom. Jeśli produkt jest jednak do niczego, komunikacja nie spowoduje, że odbiorcy  zaczną uważać go za dobry. (...) Ważne jest aby nie mylić realnych zmian z metodami używanymi do komunikowania tych zmian. Public relations  nie zmieni wizerunku miejsca, może jedynie odegrać rolę w procesie komunikowania tych zmian. (...)Komunikacja tego typu jest wskazana, kiedy próbujemy sprzedać produkt odpowiedniej grupie odbiorców, ale branding miejsc nie jest tym samym, co sprzedaż produktu. Jest to zmiana wizerunku miejsca, która następuje bardzo powoli i jest wynikiem tego w jaki sposób miejsce "się zachowuje", jak wygląda, jacy ludzie tam mieszkają, jak jest zarządzane.(...) Myślę, że  przenoszenie  działań związanych z  budową marki miejsca do agencji marketingowych to mało możliwe i  nienajmądrzejsze posunięcie."

   I to by było na tyle. Lecimy dalej.


oceń
0
0

( CLXXVIII ) Krzyżak wychodzi z cienia albo raczej ze ściany

piątek, 15 lutego 2008 21:34

   Przedstawiamy oryginalny, nigdzie dotąd nie prezentowany projekt  "krzyżaka toruńskiego" autorstwa wybitnego rzeźbiarza  zakopiańskiego Czesława Podleśnego. 

   Jest to dzieło śmiałe i nowatorskie a przy tym jakże głęboko refleksyjne i ideowo nośne. Jest to zarazem dzieło absolutnie skończone i  proroczo nawiązujące do bolesnej prawdy, że pełna, niczym nie ograniczona władza jest głównym warunkiem spełnienia celu. Kto ją raz zdobył, temu już łatwo zdecydować się na niezbędną, w przekonaniu posiadaczy prawdy, operację usunięcia wszystkiego, co zawadza zbawiennej, wszystko wyjaśniającej, niezawodnej ideologii. Oczyszczenie pola polegać musi przede wszystkim na unieszkodliwieniu ludzi nieprzekonanych lub podejrzanych o skłonność do dziedziczenia niewłaściwego bagażu.

   I do tego właśnie kanonu  doświadczeń historycznych a przy tym jakże nam bliskich i współczesnych nawiązuje w sposób oczywisty i bezkompromisowy  Krzyżak artysty Podleśnego.

 

Opis projektu:  Postać Krzyżaka pochylonego nad mapą państwa zakonnego wyłania się z dowolnego załomu, uskoku, zachowanego fragmentu średniowiecznego muru , gdzieś w przestrzeni publicznej, czyli powszechnie dostępnej , zabudowy starego miasta Torunia.
Dla przybliżenia twórczości artysty Podleśnego prezentujemy jego zrealizowaną rzeźbę zatytułowaną: "Zapóźniony bohater reformy samorządowej numerXXL".

oceń
0
0

( CLXXVII ) Kącik poetycki

wtorek, 12 lutego 2008 20:51

z manuskryptu anonimowego poety afrykanera, znalezionego w Bizercie:

 

 

Jestem jak ta palma samotna na wietrze.

Stoję. Nie wiadomo po co i czy to konieczne.

 

Wersja podhalańska, z manuskryptu anonimowego bacy znalezionego na Krupówkach.

 

Jestem jak ta  jodła samotna na turni.

Z dala od wszystkiego, a zwłaszcza od durni.


oceń
0
0

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 363  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170363

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl