Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

( CLVII ) Ulotny urok "Nowości"

niedziela, 30 grudnia 2007 0:27

   Laurka z okazji 40-lecia wydania pierwszego numeru „Nowości", zamieszczona w sobotnim wydaniu gazety (Szymon Spandowski - Jak najbliżej czytelników) jest nie tylko nieznośnie powierzchowna, ale na dodatek omijająca szerokim łukiem sprawy, którymi nie sposób się wprawdzie chwalić, co nie oznacza jednak, że należy je przemilczeć i zapomnieć.

   40-lecie „Nowości" to okazja nie tylko do świętowania i składania sobie gratulacji w dość wąskim zresztą kręgu, ale z uwagi na rangę i znaczenie  gazety dla Torunia, także znakomity pretekst do głębszej i szerszej refleksji, czy analizy różnych aspektów jej funkcjonowania w zmieniającej się  jak w kalejdoskopie rzeczywistości społeczno- politycznej. Zwłaszcza, że odcisnęła ona swoje piętno na wielu toruńskich środowiskach i ludzkich życiorysach, i to nie tylko dziennikarzy w niej pracujących.

  Niestety, aktualne kierownictwo gazety ucieka od tego, jak diabeł od święconej wody i jak by powiedział J. Korwin-Mikke "rżnie głupa" rozsypując wokół maskujące, świąteczne konfetti.

   Szkoda, że nie poproszono choćby o garść refleksji byłych redaktorów naczelnych gazety (bo obecny, sadząc po jego tekstach, niewiele ma do powiedzenia), z których poza pierwszym szefem gazety, red. Henrykiem Jankowskim wszyscy szczęśliwie doczekali tego jubileuszu. Wprawdzie nie jest to w większości towarzystwo, w którym chciałbym  spędzać wieczór sylwestrowy, ale byłoby niezmiernie ciekawe dowiedzieć się, co mają dzisiaj do powiedzenie o swojej kadencji takie postaci, jak komisarz stanu wojennego red. Emil Marczuk, czy wymykający się jednoznacznym ocenom red. Zefiryn Jędrzyński. Byłaby to zapewne pouczająca lekcja  historii nie tylko lokalnej prasy ale i ludzkich losów.

   Zamiast tego "Nowości" faszerują czytelników, mdławym, wspominkowym ersatzem, uciekając w banał i komunały, o tyle zrozumiałe, że bezpiecznie chroniące tych pracujących do dzisiaj w gazecie dziennikarzy, którzy przynajmniej w kontekście etyki zawody dziennikarskiego, powinni potraktować rocznicę jako okazję do  rachunku sumienia i   posypania  głowy popiołem. Pewnie pycha i zarozumiałość im na to nie pozwala, niemniej  serdecznie ich do tego zachęcam. Warto to zrobić, choćby dla spokoju sumienia.

  To co mnie osobiście przy takich rocznicowych okazjach związanych z "Nowościami" najbardziej wścieka i denerwuje, to postawa mocno już na szczęście podstarzałego, podobnie zresztą jak ja, redakcyjnego koleżeństwa, które w mało elegancki sposób pokazało mi we wrześniu 95 drzwi  po pięciu latach  naprawdę ciężkiej i odpowiedzialnej, a przy tym także, jak się miało okazać, niebezpiecznej i ryzykownej pracy jako dziennikarza, redaktora, wydawcy, prezesa spółdzielni i menadżera, twórcy nie tylko nowoczesnej gazety, ale i Radia Toruń.

   A  teraz, co jakiś czas  dowiaduję się i czytam ze zdumieniem,  że wszystkie moje decyzje, pomysły i przedsięwzięcia windujące gazetę w latach 90-95 na pozycję absolutnego lidera na toruńskim rynku prasowym, są przywoływane przez przechwalające się nimi koleżeństwo, jako działania anonimowe i kolektywne. Zwyczajna przyzwoitość nakazywałaby  przy tych wyliczankach choćby się zająknąć, kto tak naprawdę był ich autorem, (osobiście najbardziej jestem przywiązany do słonia testującego nową nawierzchnię Szerokiej, ale nie o słonia tutaj przecież chodzi).

Wracając do publikacji pana Spandowskiego (ciekawe, dlaczego żaden ze starszych dziennikarzy gazety nie chciał firmować swoim nazwiskiem takiego artykułu), do której wracać nie byłoby po co, gdyby nie konieczność skomentowania przynajmniej kilku najważniejszych w historii gazety wydarzeń poczynając od okoliczności jej powstania.

  To nie było tak, że Zarząd Główny RSW, pod wpływem tajemniczych sił podjął decyzje o powstaniu "Nowości". W PRL-u cała prasa była pod kontrolą partii i tylko partia mogła  taki pomysł zrealizować. Tyle, że w przypadku "Nowości" decyzji nie podejmowali towarzysze z Komitetu Miejskiego, bo byli za mali, czy wojewódzkiego, ani nawet z wydziału prasy KC, tylko potężny pochodzący z Inowrocławia aparatczyk Stefan Olszowski. Olszowski miał w Toruniu serdecznego kolegę ze szkoły, ordynatora ginekologii dra Chojnackiego i to dzięki  sile sugestii doktora, wzmocnionej zapewne niejedną lampką, i kaprysowi Olszowskiego, Toruń, jako jedyne powiatowe miasto w Polsce dostał codzienną gazetę. Cała reszta to następstwa tego kaprysu.

  Red. Henryka Jankowskiego partia usunęła ze stanowiska naczelnego latem roku 75 pod absurdalnym pretekstem. Był nim rysunek  red. Staszka Świątka zamieszczony na kolumnie satyrycznej, którą wspólnie redagowaliśmy. Przedstawiał rękę nowego wojewody toruńskiego tow. Przytarskiego, przysłanego na to stanowisko z Bydgoszczy, ćwiczącego podpis opatrzony komentarzem: "i podpisać trzeba się po wojewódzku".

   Przyczynienie się do wywalenia red. Jankowskiego z „Nowości" zrekompensowałem mu po latach przyjmując do pracy w gazecie jego dwie córki wraz z jednym narzeczonym. Gdyby miał trzecią, też by się dla niej znalazło miejsce. Miałem dobre serce. Wkrótce po tym miało się okazać, że nie wystarczy dobre serce, trzeba jeszcze mieć twardą dupę.

  Kiedy w Dzień Zwycięstwa 9 maja  90 roku odbierałem w Warszawie nominację na stanowisko redaktora naczelnego, główny likwidator RSW dr Drygalski, udzielił mi poufnej instrukcji :-" Tylko wiecie redaktorze, wszystko w białych rękawiczkach, żadnego wywalania komuchów na zbitą mordę, gruba kreska ciągle obowiązuje." Redakcyjne koleżeństwo z podejrzanymi życiorysami partyjnymi, otrząsnęło się z przerażenia już po roku. Nie bardzo jednak jeszcze wiedziało do kogo adresować donosy. Na to trzeba było jeszcze trochę czasu.

  Po poprzednim naczelnym, komisarzu wojennym red. Marczuku, przejąłem biurko z szufladą w której znalazłem tylko odznakę zasłużonego ormowca (mam ją do dzisiaj) i zwinięty w rulon portret Lenina (portret trafił później na wielką aukcję dewocjonaliów partyjnych towarzyszących happeningowi "Ostatni rejs PRL-u")  oraz głęboko tkwiące w zespole dziennikarskim przekonanie, że pomieszczenia przy ulicy Mostowej, w których mieściła się redakcja stanowią własność wydawnictwa. Właściciel budynku zjawił się z notarialnymi dokumentami w moim gabinecie w  tydzień po nominacji.

  Nad wielce kontrowersyjną sprawą likwidacji w 2000 roku spółdzielni dziennikarskiej wydającej "Nowości" i przejęcia gazety przez niemiecki koncern prasowy Rheinische Post autor publikacji prześlizguje się wstydliwie jednym zdaniem: "W 2000 roku "Nowości" zostały sprywatyzowane, dziś wydawcą gazety jest spółka "Express Media".

  No to może przy okazji rocznicy dwa zdanie więcej. "Nowości" wydawane przez spółdzielnię dziennikarską, jako jeden z nielicznych tytułów prasowych w Polsce radziły sobie w tej formule znakomicie. W roku 95 firma zatrudniało prawie sto osób i zakończyła rok z ponad milionowym zyskiem. Miała nowoczesny fotoskład, udziały w Radiu Toruń i właśnie zakupiono  duży budynek na ulicy Mickiewicza na siedzibę redakcji. Dziennikarze i pracownicy spółdzielni zarabiali przyzwoicie i mieli gwarancję stabilnej pracy. Do pełni szczęścia brakowało tylko niedużej maszyny rotacyjnej do samodzielnego druku.

   Likwidacja spółdzielni i sprzedaż gazety wraz z budynkiem za nieduże pieniądze niemieckiemu wydawcy, przy całkowicie biernej postawie ówczesnego samorządu toruńskiego, który mógł zablokować transakcję, negatywnie opiniując sprzedaż zagranicznemu podmiotowi nieruchomości, doprowadziły wprawdzie do znacznego wzbogacenia się  wąskiej grupy spółdzielców,(przy okazji należałoby koleżeństwu wypomnieć wyjątkową pazerność i zachłanność, na wskutek której wielu dawnych i zasłużonych dla rozwoju gazety pracowników nie otrzymało choćby symbolicznej gratyfikacji), ale gazeta straciła samodzielność i dzisiaj jest tylko cieniem tytułu sprzed lat. Niemiecki właściciel, podobnie jak to zrobiły inne prasowe koncerny niemieckie z polskimi gazetami ukazującymi się  w Polsce, kierując się wyłącznie efektem ekonomicznym, wrzucił do jednego kotła kupiony wcześniej w Bydgoszczy ‘Express" i "Nowości" . Dzisiaj są to gazety w znacznej części drukujące te same materiały, a  z prawie czterdziestoosobowego zespołu dziennikarskiego „Nowości" pozostała kilkuosobowa, karłowata redakcyjka, przeniesiona po sprzedaży siedziby  na Mickiewicza  do niewielkich pomieszczeń na Podmurną.

   Jest rzeczą oczywistą, że tak okrojony zespół dziennikarski, nie jest w stanie  sprostać prasowym oczekiwaniom, wymaganiom i aspiracjom  toruńskiej społeczności, podobnie jak jest rzeczą oczywistą, że dla niemieckiego właściciela  nadrzędnym kryterium, decydującym o przyszłości gazety, będzie zawsze efekt ekonomiczny, spychający do kąta  jej posługi obywatelskie i społeczne.

 I tak naprawdę  to w Toruniu nie mamy się z czego przy okazji tej rocznicy cieszyć. Po kilkunastu latach historia "Nowości" zatoczyła koło. O jej programie i losach decydują  znowu, wydawca i redaktor naczelny z Bydgoszczy  zarządzający gazetą w imieniu niemieckiego koncernu. Pozostaje więc wielce iluzorycznym, czy jest to nadal tytuł toruński, czy tylko tytuł Toruniowi sprzedawany jak  kapusta na targu.           

   Andrzej Szmak  Redaktor naczelny (1990-1995)

   PS. Z mrocznych historii związanych z "Nowościami" przypomnieć należy przede wszystkim tajemnicze i do dzisiaj niewyjaśnione zaginięcie red. Aleksandry Walczak.Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy było ono związane z jej działalnością dziennikarską, ale wykluczyć tego nie można.


oceń
1
0

(CLXVI ) Opowieść Świąteczna czyli cudowne ozdrowienie Józefa Eleganta

środa, 26 grudnia 2007 17:27

 

   Siedliśmy za stołem nieprzypadkowo bo i  okazja była wyjątkowa. Nie jakieś tam  imieniny czy inny geburstag lubo też szczęśliwy powrót z wojska. Nawet złote wesele okazji tej równać się nie mogło, choć i to uroczystość jest szczególna, zwłaszcza gdy Jubilaci dożywają w zdrowiu tej pięknej chwili nie rezygnując z uciech dnia codziennego; a to tłustego i obfitego jedzenia przeplatanego kielichem gorzałki własnej roboty, dobrze rzecz jasna spędzonej i bez fuzla.

   Siedliśmy zatem do stołu a był to dzień nie byle jaki, Dzieciątko się właśnie narodziło w stajence dając powód  do radości, ale nie jedyny.

   Za oknami mrok już zgęstniał niebywale zamieć zapowiadając i mgły się kładły na łęgach niczym zziębnięte psy. Wiatr zaś, co tu dużo gadać o wietrze, niosło go pustymi polami gdzieś hen, aż za chałupę starej Zygnerskiej, a może jeszcze dalej, do samego piekła.

  W taki to dzień i w taką  porę za stołem radość i szczęśliwość niesłychana ogarnęła wszystkich gości. Bo oto niespodziewanie wrócił na Wigilię ze szpitala gospodarz, stary Józef, zwany we wsi Eleganckim, bo ile by nie wypił zawsze zasypiał w gospodzie w sposób akuratny i z kulturą, głowę układając na  czapce, nigdy zaś na  zakąsce ,co się kompanom jego serdecznym często przytrafiało.    Wrócił Józef do domu, choć doktory głowami kiwały w wielkim zadziwieniu, bo nie wrócić miał, a umrzeć jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały. Ledwie bowiem zipał Józef zwany Eleganckim i testament dawno spisał okazały za sprawą wody w płucach, serca ledwie kołatającego  w powłoce doczesnej i ogólnego upadku na zdrowiu będącego następstwem niehigienicznego trybu życia i grzechów młodości. A jednak nie dał się Józef zwieść doktorom, wywinął się śmierci co przy łóżku jego  warowała dni bez mała trzydzieści i wrócił do chałupy.

   Siedział teraz Józef  przy stole na honorowym miejscu, wychudzony i blady, a jednak szczęśliwy. Mizerny może i słabo silny ale jakże pewnie wodzący rozradowanym okiem po zebranych  przy stole gościach.

    A nad głową Józefa wisiał obraz Święty w złotej ramie i Dzieciątko leżące w żłobie  uśmiechało się do Józefa radośnie. I na Dzieciątko właśnie Józef co  raz spozierał, zaciągając się papierosem z taką lubością i smakowitością, że wszystkim nam , którzy siedzieliśmy wspólnie z nim za stołem, wszystkim nam z tej okazji  szczęśliwego wyrwania się Józefa z rąk doktorów, serce rosło.    

   Tylko serce Józefa pozostawało lichutkie i mizerne, co się zresztą wkrótce miało okazać.

  Toasty zatem wznosiliśmy serdeczne, jeden po drugim, ale z kulturą, zakąszając, nie żeby o d razu popaść w pijaństwo i zatracenie. Piliśmy też nie byle co, bo przednią śliwowiczkę, z tegorocznych śliwek, pędzoną akuratnie odwiecznie we wsi znanym sposobem.

  A stary Józef zwany Eleganckim pił z nami choć mu doktory nieprzychylne surowo zakazały.  Kto by jednak nie wypił w taki dzień, z tyloma zacnymi gośćmi za stołem, uradowanymi szczerze jego nagłym ozdrowieniem i tym Świętym obrazem nad głową.

   Aż przyszła  taka chwila, nie wiedzieć nawet kiedy, gdy wiatr zawył za oknem jakby mocniej, mgła się podniosła pod sufit i zgęstniała i ogień pod paleniskiem przygasł .

   Józef musztardówkę niedopitą na stół zdążył jeszcze odstawić chwiejną ręką, powiedzieć jakby coś chciał i nie powiedzieć, uśmiechnąć się i jakby nie uśmiechnąć. Na stół się jednak tylko starym zwyczajem  elegancko osunął i ducha wyzionął. Co się jednak miało okazać dopiero po jakimś czasie.

  Umarł stary Józef zwany Eleganckim w ten dzień Świąteczny a my dalej piliśmy jego zdrowie. Bo choć pogoda za oknem była paskudna i zamieć nadeszła nieodwołalna, i nic już nie było widać, nawet światełka w chałupie starej Zygnerskiej, okazja nadal była nie byle jaka i ponad wszelką wątpliwośc uroczysta. I nic się w tym względzie nie zmieniło. Bo co niby miałoby się zmienić?


oceń
0
0

( CLXV ) Wigilia 2007

poniedziałek, 24 grudnia 2007 15:12

   W ten wyjątkowy dzień wystrzegajmy się sztampowych życzeń, słów pustych i nic nieznaczących, powielanach w setkach esemesów oraz takich, których sensu i znaczenia zapomnieliśmy. Nie ozdabjajmy żłóbka wycinankami z kolorowych czasopism ze zdjęciami wiecznie szczęśliwych nowożeńców w kolejnych odsłonach tej samej telenoweli. 

   Przystańmy na chwilę. Odszukajmy w opłatku to, co było w nim na samym początku, co kryje tajemnica  łamania się chlebem. Zdobądźmy się choćby na jedno prawdziwie słowo, prawdziwy gest, chwilę prawdziwego wzruszenia. Tylko tyle.

 

                                       x                          x                         x

 

Zajrzyj do szopki toruńskiej- wpis CLXIII.


oceń
0
0

( CLXIV ) Futurologia stosowana czyli Toruń w roku 2017

sobota, 22 grudnia 2007 9:46

 

   Mamy rok 2017. Po oszałamiającym sukcesie Torunia związanym z uzyskaniem tytułu Europejskiej Stolicy Kultury torunianie pławią się w sławie i dobrobycie. W Centrum Sztuki Współczesnej trwa jeszcze światowa wystawa: „Najwięksi skandaliści wszechczasów", której wizytówką jest  jedna z rzeźb Salvadora Dali, podarowana miastu  przez zachwyconych Hiszpanów, po tym jak dzięki genialnemu zagraniu marketingowemu udało się uwolnić Pampelunę, naszego hiszpańskiego partnera w staraniach o tytuł ESK, od fatalnego wizerunku miasta znęcającego się nad zwierzętami. W miejsce, tradycyjnej, corocznej gonitwy byków zaproponowaliśmy Hiszpanom gonitwę macho. Polega ona na tym, że stu dorodnych ,starannie wyselekcjonowanych młodzieńców z Pampeluny przegania się wąskimi uliczkami miasta, a tysiące byków umieszczonych na chodnikach stara się im ten bieg uniemożliwić. W pierwszej gonitwie w roku 2010 do mety na rynku w Pampelunie nie dobiegł żaden macho. W latach następnych już było lepiej. Nowa formuła imprezy  odbiła się szerokim echem  na całym świecie i dzięki poparciu międzynarodowych organizacji opieki nad zwierzętami biorą w niej dzisiaj udział byki ze wszystkich kontynentów a Pampeluna stała się  miejscem kongresów światowych organizacji ekologicznych.

 Rzeźba Salvadora Dali znana  powszechnie pod nazwą  „Płonąca żyrafa", stanęła na Rynku Nowomiejskim w miejscu przeniesionego za Wisłę zboru ewangelickiego. Dzięki temu Rynek stał się tak dalece atrakcyjny dla turystów, że za samo wejście na niego trzeba płacić 5 euro, niezależnie od opłaty  za zaparkowanie samochodu na jednym z czterech znajdujących się w pobliżu parkingów podziemnych.

   Przy okazji ich budowy,  natrafiono na  pochodzący z czasów lokacji Torunia, murowany skarbiec Zakonu Krzyżackiego, wypełniony zdobytymi podczas pobytu Zakonu w Ziemi Świętej darami i łupami.  Było ich tak dużo, że na ich ekspozycję przeznaczono trzy, nowe podziemne kondygnacje, toruńskiego Ratusza. Dzięki temu oraz dzięki zrekonstruowaniu po 315 latach manierystycznego zwieńczenia wieży  ratuszowej budowla nabrała nowego blasku, ustępując w turystycznej atrakcyjności jedynie odbudowanemu wreszcie na podstawie znalezionych w skarbcu planów zamkowi krzyżackiemu.

  Po zawaleniu się Wawelu podmytego wezbranymi wodami Wisły po pamiętnej powodzi roku 2014 i tektonicznych wstrząsach w Wieliczce Toruń stał się mekką turystów z całego świata i niekwestionowanym liderem polskiej turystyki.

   Dwa nowe mosty przez Wisłę, przebiegająca tuż obok miasta autostrada i   drugi po Warszawie port lotniczy  w Złej Wsi Wielkiej im. wójta Smarza spowodowały, że liczba turystów odwiedzających Toruń już dawno przekroczyła 6 milionów rocznie a miejsca w kilkudziesięciu toruńskich hotelach , z czterema pięciogwiazdkowymi włącznie, trzeba rezerwować przynajmniej z półrocznym wyprzedzeniem.

 

   Jednego tylko problemu nie udało się rozwiązać. Pomimo wpisania kolejowego Dworca Głównego  do rejestru zabytków jako trwałej ruiny i pozostawieniu na nim  scenografii planu filmowego amerykańskiej wersji  batalii o Stalingrad, wciąż zatrzymują się na nim pociągi. Dwa ostatnie: salonka relacji Urząd Wojewódzki-Urząd Marszałkowski i sezonowy, osobowy do Przyłubia na grzyby. Podróżni rzecz jasna nie są zachwyceni. Ale to tylko kwestia czasu. Już wkrótce pozostanie tylko połączenie sezonowe, dotowane przez muzeum kolejnictwa.

   Jest pewne, że w rok 2018 Toruń wejdzie już bez żadnych problemów.


oceń
0
0

Akt ugody-w oparciu o postanowienie Sądu Rejonowego X Wydział Grodzki w Toruniu z dnia 20.11 2007 r o skierowaniu sprawy do postępowania mediacyjnego ( syg. akt XK 1301/07 )

czwartek, 20 grudnia 2007 22:06

   Przepraszam Panią Redaktor Alicję Cichocką  za obraźliwe słowa, których użyłem na swoim blogu 4.09.2007.Użytymi słowami nie zamierzałem jej urazić czy znieważyć.

 

                                                   x                      x                   x

 

Dziękuję Panu magistrowi Stanisławowi Drobotowi z Bydgoszczy za  w pełni profesjonalne i skuteczne wywiązanie się z roli mediatora .


oceń
0
0

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 404  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170404

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl