Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

( CCLXVII ) "Wolny, z nałogami (pamięci Macieja Rybińskiego)" GW w Toruniu

środa, 28 października 2009 23:54

   Pożegnaliśmy na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie jednego z najlepszych polskich felietonistów i publicystów Macieja Rybińskiego. Żył lat 64. Zdecydowanie za krótko.
   Kilka tygodni po wprowadzeniu stanu wojennego, podpisaliśmy z Maciejem u wydawcy ITD oświadczenia, że już nigdy, przenigdy nie będziemy dziennikarzami , wzięliśmy odprawy i pojechaliśmy zaraz na bazar do Rembertowa.Tam kupiliśmy sobie piekielnie drogie amerykańskie kurtki wojskowe, równie drogie amerykańskie koszule wojskowe i chyba amerykańskie wojskowe buty, ale czy na buty starczyło tego nie jestem pewien.Dostaliśmy jeszcze amerykańskie wojskowe czapki,całkiem za darmo. Tak wyekwipowani zanurzylismy się w stan wojenny, w słusznym jak się okazało przekonaniu, że ten cały bajzel prędzej czy później i tak pierdolnie i wówczas żadna siła nie przeszkodzi nam w powrocie do zawodu. Ja w sierpniu roku 83 trafiłem do "Przeglądu Tygodniowego", Maciej wrócił do kraju z emigracji wiele lat później.Ja swoją kurtkę mam do dzisiaj, Macieja widywałem na zdjęciach w podobnej,ale pewnie już nie tej z Rembertowa.
   Teraz czytam kondolecje i wyrazy żalu z powodu jego przedwczesnej śmierci składane przez najważniejsze osoby w państwie i czytam wspomnienia o jego najwyższych lotów i najwyższej próby dziennikarstwie. A przecież i tak wiadomo, że to co  było w nim najlepszego pozostało w  felietonach dla ITD, pisanych za marne grosze i w scenariuszu serialu "Alternatywy 4" wyreżyserowanego przez pogardzanego przez władzę ludową Stanisława Bareję.Może dlatego,że pisał je człowiek nie tylko wybitnie utalentowany ale i absolutnie wolny, jeśli nie liczyć drobnych nałogów.
  Mam też takie dziwne uczucie, że przy jego urnie  grzeją się dzisiaj  ci, którzy z tym poczuciem własnej wewnętrznej wolności spóźnili się o epokę. A wszystkie te słowa uznania, szacunku i podziwu kierowane pod  adresem Macieja należałoby opatrzeć cytatem z jego felietonu: "Nieboszczczycy zazwyczaj nie dowiadują się za życia, jacy byli świetni,wybitni,wyjątkowi i jedyni. Przemówienia nad mogiłą już do nich nie docierają."
   W tym samym felietonie Maciej pisał:" Na pogrzebie jest zawsze taka sytuacja, że wszyscy stoją i tylko jeden leży." Pisał to w pierwszej osobie. No więc mamy teraz taką sytuację i wszystko się sprawdziło. Tak jak sprawdziło się to o czym pisałeś w felietonach w ITD. Reszta jest nieważna,reszta to tylko srebrny pył.

PS.Wiosną roku 81 wystawialiśmy w toruńskim teatrze napisany wspólnie z Maciejem spektakl kabaretowy "Telefon zaufania". Frekwencja była taka, że teatralne związki zawodowe ( składające się głównie z aktorów, którzy w spektaklu nie brali udziału) zlożyły w dyrekcji protest z powodu nadmiernej eksploatacji widowni.
   Ten sam spektakl wystawiany gościnnie u Łomnickiego w Teatrze na Woli spowodował totalne zapchanie i niewydolność szatni przewidzianej na 700 osób. Na dodatek toruńscy aktorzy biorącyw nim udział  doznali ciężkiego szoku włącznie z omdleniami, kiedy podczas próby na widowni pojawił się nagle Roman Polański przygotowujący w Teatrze na Woli sztukę o Mozarcie, którego w kilku spektaklach sam grał na scenie w towarzystwie Łomnickiego .
  Kilka lat temu, podczas fascynującej i pełnej intelektualnych fajerwerków debaty w "Dworze Artusa" ''z udziałem Ludwika Stommy z "Polityki" w ramach kolejnej edycji Festiwalu Nauki i Sztuki, panowie o  mało co nie przegryźli sobie gardeł na oczach zachwyconej publiczności. Po czym bratali się w Artusowej kawiarni i licznych lokalach wokół Rynku do późnych godzin nocnych.
 Od zawsze było wiadomo,że czego się Maciej nie dotknie pociąga to za sobą zaskakujące i trudne do przewidzenia następstwa.Ciekawe czy tam na Górze będzie podobnie.
                    


 

oceń
0
0

(CCLXVI) Tajna korespondencja ( do dzisiaj nie opublikowana) artystki Iwone de Liegmann z redaktorem naczelnym czołowego tytułu prasowego aglomeracji bydgosko -nadwiślańskiej "Nowości" d. "Nowinek Toruński ".

poniedziałek, 19 października 2009 21:00

Witam,

Nie doczekałam się odpowiedzi od Pana  ( Redaktora )Tomaszka B. na mojego maila z dnia 12.10.2009.Przesyłam również do  Pana moją odpowiedź na artykuł umieszczony w „Nowościach” 07.10.2009 z nadzieją na umieszczenie jej w gazecie.

Obora Pana Redaktora

Drogi Panie Tomaszku (pozwalam sobie na poufałość  ponieważ jest Pan moim ulubieńcem wśród toruńskich redaktorów),poruszyło mnie Pańskie zacietrzewienie i brak poczucia humoru w artykule „Obora Pana Dyrektora” ze środy 7-go października 2009. Żal mnie za serce ścisnął, że nie rozpoznaje Pan dobrej sztuki.Jako zadośćuczynienie zrobiłam projekt "po krytyce", jak to toruńskie zwierzątka w błagalnym geście (tutaj lisek trzymający na ręku pomarańczową małpkę  w postaci szanownego Pana) proszą /noszą na rękach Pana Redaktora, aby przebaczył im i pozwolił zaistnieć na toruńskiej starówce.  Proszę zauważyć, że zajączek zaraz skoczy i popełni samobójstwo, jeśli Pan tego nie zrobi wcześniej.

Co do naszego uroczego zakątka, to moim zdaniem jest to jedna z ciekawszych ( czasowych, jako że za rok stanie w tym miejscu kamienica; dlatego też brano pod uwagę niski koszt wykonania realizacji ) aranżacji miejskich, działająca na zasadzie kontrastu z miejskim otoczeniem i odcinająca się od nudnej sztampy i oczywistych skojarzeń. Dodatkowym atutem jest rzetelne podejście do tematu i perfekcja wykonania malowidła.

Myślę, że zainteresują  Pana moje obserwacje, gdyż maluję fasady /ściany w Toruniu od kilku lat i spotykam się z bardzo pozytywnym odzewem ze strony turystów na pomysły atakowanego przez Pana dyrektora TCM. Proszę mnie oświecić i podać choć jedno nazwisko osoby, która tak intensywnie , z twórczym zapałem zajmuje się wizerunkiem Torunia i wzbudza tyle pozytywnych emocji wśród rzeszy mieszkańców za ciekawe, niekonwencjonalne podejście do tematu, poczucie humoru, i odwagę ( po tylu atakach ze strony mediów, mógłby skulić łepek i zostać n.p. dziennikarzem… to proste, prawda?)

Jeżeli chodzi o wyliczanki to: lwa, żaby, bociany, woły, krowy, dudka, węża, smoka, małpę, psa, ryby, kruki, żurawie, konie i wiele innych stworów rysowałam także na zamówienie "Nowości" (chyba bliżej tu do arki ? ) – rysunki były publikowane pod koniec lat 90-tych. Rozumiem, że nie może Pan pamiętać tamtych czasów, ale nie mogę się powstrzymać od zadania pytania: czy " Nowości" też były oborą, czy nie były? – Hamlet. Bez zwierząt nie da się żyć – ja.

Żal, że Pańska energia i niewątpliwy talent dziennikarski nie zostają skierowane na bardziej istotne aspekty życia Torunian (i ich pupili) lub wywiady z ciekawymi i zdolnymi ludźmi jak moja skromna osoba .

Zachęcam do uprawiania jogi lub słuchania muzyki relaksacyjnej.

Z wyrazami sympatii.

Malarka toruńskich obór Iwona Liegmann z Pigży.

Erata:

Taka gazeta, jaki Tomaszek B.?

Myli  Pan dwie sprawy.

Sama siebie tak uwielbiam, iż  nie wątpię że jestem ulubienicą wszystkich osób, z którymi współpracuję. Zdziwiłabym się gdyby było inaczej.Fakt to oczywisty, dlatego aż  niezręcznie mi o nim pisać – gdy ktoś wynajmuje mnie do roboty, to chce , aby robota została wykonana fachowo, profesjonalnie. Ja właśnie jestem fachowcem od m.in. malowania ścian, znam swoje  zalety i mam niezachwiane poczucie własnej wartości, nie muszę  być niczyją ulubienicą, aby dostać zlecenie, ponieważ  dobrze wykonuję swoją pracę i ludzie mnie za to cenią.

Na temat ‘ulubiennictwa’  jeszcze troszkę, może zrobić się przynudnawo, ale skoro poruszył Pan ten temat, mam prośbę.  Proszę nie dzwonić do:

- Ministra Kultury i nie pytać, czy jestem jego ulubienicą skoro w tym roku (również w 2005 roku)

dał mi stypendium twórcze,

-  Prezydenta Miasta Torunia (stypendium w 2008 i 2005)

- dyrektora Muzeum Etnograficznego, prezesa Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej, prezesa Apatora i Energii, by wymienić bardziej okazałych zleceniodawców.

Pan dyrektor Szmak jest naprawdę ciepłą, wyrozumiałą i troszczącą się o Pańską edukację  artystyczną osobą, która cierpliwie tłumaczy zawiłości estetyczne dotyczące wizerunku miasta. Jednak zapraszam również do swojej pracowni na korepetycje, a na pewno przy bliższym poznaniu stanę  się i Pańską ulubienicą (jeśli nią jeszcze nie jestem ).

Z wyrazami najszczerszej sympatyjki.

Iwona Liegmann – ulubienica wszystkich zwierząt i nie tylko.

P.S.1

Rozbawił mnie do łez (dzięki za to!) cytowany w "Nowościach". komentarz internauty, cytuję „czuć obornikiem…”. Z tak wrażliwym powonieniem myślę,  można człowieka wynająć  do Biegu Hubertusa, niech pogania za lisem i trochę odciąży intrnet!

Załącznik – „Liegmann na pocieszenie (po przegranej w konkursie na logo 2016) zadbała o design prywatnego bloga dyrektora Szmaka”

 

oceń
2
0

( CCLXV ) Z cyklu: obyczaje ludów pierwotnych

niedziela, 11 października 2009 21:11


Emerytowani performerzy ze związku zawodowego "Kultur und kampf" w asyście pogrobowców mediów lokalnych prowadzą toruńskiego słonia na szafot.

oceń
1
0

( CCLXIV ) Szkic postaci drugoplanowej

czwartek, 08 października 2009 6:42
   Starszy sierżant Izydor Wafelek w przyciasnym mundurze nieprzyjemnie opinającym  brzuch siedział w kuchni  przy stole nakrytym tandetną ceratą i bezmyślnie wpatrywał się w talerz pełen klopsów na kwaśno. Klopsy pływały w mętnym i wyraźnie zważonym sosie, podobne do nadmuchanych słomką żab.
   Sierżant Wafelek nienawidził klopsów na kwaśno i swojej pracy w straży pożarnej.Panicznie bał się ognia i żony karmiącej go potrawami tuczącymi,niezdrowymi i co gorsza niesmacznymi.
   Sierżant Wafelek dobrze pamiętał smak klopsów na kwaśno, które w dzieciństwie gotowała mu mamusia. Były to klopsy pełnomięsne, nafaszerowane przyprawami i podawane w śmietanowym sosie, w którym pływały listki laurowe i kubaba.Klopsy żony sierżanta Wafelka składały się głównie ze zmielonego z rozgotowanym ryżem starego chleba z dodatkiem tłustej , najtańszej wieprzowiny.Sierżant Wafelek po tych klopsach miewał wzdęcia i niespokojne sny a czasami nawet myśli samobójcze.Najczęściej śniło mu się, że jedzie do pożaru w samych kalesonach z przypalonym garnkiem po klopsach zamiast hełmu na głowie.
  Krótko mówiąc sierżant Wafelek nie był człowiekiem szczęśliwym.


oceń
2
0

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  180 393  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 180393

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl