Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 321 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zarządzenie nr 11

piątek, 17 marca 2017 8:26

 

 

 

 

Pamięci Andrzeja Florkowskiego, człowieka wolnego

 

   Zapadał wieczór. Docent Cezary Korbiela siedział  na bulwarze nad rzeką i popijał tanie  czerwone wino australijskie prosto z butelki. Zagryzał świeżo wędzoną makrelą, bo bardzo lubił wędzone makrele. Przypominały mu one dawne czasy i pobyty nad morzem w miejscowości wypoczynkowej U., gdzie miał narzeczoną, córkę miejscowego prokuratora. Prokurator raczej go nie lubił, za to żona prokuratora jak najbardziej. Zawsze kiedy pojawiał się w U. czekał na niego półmisek świeżo wędzonych makreli, za którymi Docent Korbiela wówczas nie przepadał. Wolał   stek z polędwicy, średnio wypieczony z dodatkiem pieczarek i skropionej oliwką cykorii. Albo zwykły mielony wielkości kuli armatniej. Co do narzeczonej długo nie mógł się zdecydować, tak że wydała się w końcu za kapitana żeglugi wielkiej i przez wiele lat przysyłała mu kartinki  z różnych egzotycznych zakątków świata. Kiedy przestała je przysyłać Docent Korbiela pomyślał sobie, że pewnie  zatonęła wraz z kapitanem i jego statkiem gdzieś w przepastnym oceanie i nawet mu się trochę zrobiło żal. Nie był jednak pewien czy żal mu było narzeczonej, z którą tak lekkomyślnie się rozstał, czy też może nadmorskiej miejscowości U., którą lubił odwiedzać, zwłaszcza późną jesienią, senną i melancholijną, targaną morskimi wiatrami, zdecydowanie opustoszałą i przegraną. Brał wówczas psa prokuratora, okazałego owczarka alzackiego i spacerował z nim godzinami po plaży, nie myśląc specjalnie o niczym na tyle ważnym, aby trzeba było o tym pamiętać po latach. Ale to było dawno. Teraz Docent Korbiela był już stary i nawet trudno mu było przypomnieć sobie, kiedy właściwie polubił wędzone makrele. Makrele polubił, ale do U. nigdy już więcej nie pojechał bo i po co.

   Tak więc Docent Korbiela siedział nad rzeką, popijał australijski shiraz z bacznie przyglądającym mu się kangurem na etykiecie i  zagryzał makrelą zakupioną  w jednym z ekskluzywnych sklepów spożywczych  sieci „Piotr i Paweł”. W pobliżu płonęła słynna w latach późnego Gomułki kawiarnia „Zamkowa” cudo socjalistycznej architektury masakrujące pozostałości po miejscowym zamku krzyżackim. W zapadającym zmierzchu płomienie efektownie a nawet efekciarsko strzelały ponad średniowieczne mury, na których kawiarnia była osadzona niczym stara purchawka. Z oddali dochodziło zawodzenie wozów strażackich i  jakieś pokrzykiwania, ale Docent Korbierla był pewien, że „Zamkowej” nic już nie uratuje i odetchnął z ulgą pociągając  spory łyk wina, które zaczęło mu nawet smakować. Po chwili wyciągnął się wygodnie na betonowym stopniu bulwaru i zaczął w myślach układać strofy:

Mijają dni, mijają lata ,/ nic się nie splata i nie rozplata./  Nikt nie pamięta co było wczoraj, / minęła dawno właściwa pora./ Nie widać twarzy,/ nic już nie widać,/ na się twarze tu mogą przydać.

   Obok Docenta Korbieli usiadł wysoki mężczyzna dość dobrze ubrany w towarzystwie czarnego kota. W kocie nic właściwie Docenta nie zdziwiło, poza tym, że był wielkości mężczyzny i miał na szyi wysadzaną kryształkami Sworowskiego drogą obrożę z certyfikatem jakości ISO a na łbie zielony kapelusik z piórkiem. Ale widać i takie koty się trafiają-pomyślał Docent i poczęstował kota makrelą. Nie odmówił. Nawet się przedstawił:- Laureat jestem Nagrody Głównej-powiedział po niemiecku po czym szybko szepnął Docentowi na ucho:-Da liegt der Hund begraben-.

-Ja, ja, alles beim alten- uprzejmie aczkolwiek bez przekonania odpowiedział Docent i zamilkł.

   "Zamkowa” jeszcze się dopalała, kiedy Docent Korbiela sturlał pustą butelkę po winie w stronę rzeki i zamknął oczy. Po raz ostatni pomyślał o narzeczonej, córce prokuratora z U., która pewnie spoczywa gdzieś w otchłaniach Morza Sargassowego i o makrelach, które polubił zdecydowanie za późno. Po czym zasnął.

 Miejskie służby porządkowe znalazły go nad ranem zwiniętego w kłębek i postąpiły zgodnie z zarządzeniem Prezydenta Miasta nr 11. Sprawnie i dyskretnie.

   Zielonego kapelusika z piórkiem nikt nie zauważył.

                                *             *             *

   Na uroczystości pogrzebowej  Docenta Korbieli doszło do niepokojących wydarzeń.W kaplicy cmentarnej wiszący nad urną z prochami Docenta Orzeł Biały przemówił ludzkim głosem po aramejsku, mistrz ceremonii cytował Herberta, a podczas składania urny do grobu runął z trzaskiem wiekowy krzyż na sąsiedniej mogile. W ulubionym nocnym barze  Docenta Korbieli "Zezowate szczęście" postawiony na blacie kieliszek z zapalonym spirytusem zgasł dopiero nad ranem nie zmniejszając zawartości. Niewykluczone, że to jeszcze nie koniec.

 

D.jpg

 

oceń
35
1


wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  170 364  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Komentarz do aktualnych wydarzeń społecznych, politycznych i obyczajowych w kraju, regionie, mieście, zagrodzie.

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK w czasach wczesnego Gierka, zbrojarz-betoniarz (Ramdi- Irak),dziennikarz (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa,dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy za kadencji Brunatnego Roberta), urzędnik XVIII rangi, dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta.W poprzednim wcieleniu - Andreas Schmack, burgrabia i prezydent Chełmna (dawniej Culm) w latach 1676-92.
Medali wojennych brak, ważne odznaczenia ministerialne:"zasłużony dla kultury polskiej".
http://twitter.com/aszmak

Statystyki

Odwiedziny: 170364

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl